4 lutego 2010

13

Przeczytałem ostatnio zdanie, które ukierunkowało moje najbliższe postanowienia i przyczyniło się do kolejnego posta. Sprawa o internecie oraz zasadności pobudzania emocjonalnego: "Najważniejszym celem Sieci jest wspieranie i ulepszanie naszego sieciowego istnienia w świecie. Jesteśmy częścią rodzin, związków i firm. Budujemy zaufanie na mile i nieufność wobec tego, co za rogiem."

Nie to jednak będzie sednem. Rzecz bowiem w tym, aby gonić króliczka, ale nie łapać. Flirt!



Będąc dzieckiem denerwowali mnie tylko dorośli. Sprośnością swą, którą uważałem na równi obrzydliwą jak śledzie. Z biegiem lat przekonałem się i do jednego i do drugiego. Od jakiegoś czasu toczę bój z koleżanką w temacie sieciowego randkowania. Tłumacząc zabieganie ze zmęczeniem uznaje sieć jako wygodny środek zaspokojenia, co zdaje się być rozwiązaniem. Od siebie dodałbym: "bo możliwym". Sięgając w mniejszym stopniu wgląb zagadnienia, odnajdziemy zasadniczą różnicę w działaniu serotoniny na człowieka podczas poznawania drugiej osoby. Zatrzymajmy się na tym, co w dzieciństwie przeszkadzało mi u dorosłych - zapewnianie sobie nastroju błogiego szczęścia biorącego się ze zwyczajnego flirtowania.
Nie posiadam niestety pod ręką encyklopedii erotyki Starowicza, którą czyta się jak popularno-naukową powieść przygodową, acz spójrzmy na to, w jaki sposób elektronicznie ograniczamy przyjemność własną i możliwość oceny:

* kontakt wzrokowy
* okazjonalny dotyk
* sygnały takie jak dotykanie swych włosów
* przekazywanie i odbieranie liścików, wierszy, wybranych utworów muzycznych lub ich słów
* droczenie się (tj. przyjacielskie drażnienie drugiej osoby)
* mruganie oczyma.


Burząc linearność artykułu, przypominam sobie, jak bardzo kruchym lodem jest ściganie króliczka. Dwa razy dałem się złapać na złym oglądzie i dwa razy poczułem, że niewłaściwie odebrałem przekaz. Dziś zrozumiałem dopiero, że postępowałem tak grzecznie, że każdy testosteroniarz, uznałby mnie za opanowanego właściciela przyrodzenia. Po kolei:

1. Kontakt wzrokowy.

Z czym kojarzy Ci się wyrażenie "powłóczyste spojrzenie"? Ja mam dwa. Teksty czasopism kobiecych oraz kosmetyki (damskie oczywiście). Mniej by romansów i nieporozumień było, gdyby nie tusz do rzęs i cień do powiek. Kobieta ustosunkowana flirtem, tak jak mężczyzna zresztą, ma rozszerzone źrenice, które przy tym całym chemicznym zamieszaniu wokół nich, powoduje, że gość już jest nastawiony prokreacyjnie. Przeglądnąłem kilka damskich porad na temat flirtowania i oto częsty wynik: Spotykając mężczyznę np. w sklepie, spójrz mu prosto w oczy, niby przelotnie. Nieważne jakie odniesiesz wrażenie, z jego reakcji. Po kilku sekundach zrób to ponownie, on już nabierze podejrzeń. Za trzecim razem, domyślny podejdzie. Ot filozofia. Moim problemem jest że widzę to pierwsze. Przy drugim, już nie mam szans :). To co wyczytasz w durnym kosmo, jest proste jak gospodarka hormonów płciowych mężczyzny. I tu nawet zniekształcające kobietę czasopismo, mówi prawdę...

2. Okazjonalny dotyk

Tu chciałem wkleić link z serialu 'friends' gdzie joey, zostaje szybko uwiedziony przez rachel w restauracji. za pomocą dotyku właśnie. Nie trzeba zbyt wiele dotyku mężczyźnie by czuł, że jest w miejscu w którym być powinien. Zdarzało mi się czuć zdezorientowanym, po sposobie kontaktu. I wysnuję tu dość kontrowersyjną teorię, że częściowo przemoc wobec kobiet, może brać się z niewłaściwego sygnału kobiety, łamanego przez niewłaściwy odbiór przez mężczyznę. Sam traktuję zmysł dotyku jako najmocniejszy element wydzielania endorfin.

3. Dotykanie swoich włosów

Tu wikipedia i słowniki we własnym odczuciu generalizują. Zdarza się, że kobiety po prostu o tym wiedzą. Na różny sposób się miziają bezwiednie i sporo tych znaków, by je jednoznacznie ocenić. Z braku przygotowania merytorycznego. nie podejmę tematu.

4 i 5 należą już do zaawansowanej gry i współczesne metody, a w tym względzie internet, pozwalają na tak szeroki wachlarz interpretacji, że trudno to określić jednoznacznie.

Mruganie, kojarzy mi się już tylko z zakochanym kundlem disneya :)

A do czego zmierzałem? Flirt może być świadomą zajawką zwierzęcej rui, bądź napędzającą szczęście zabawą, podtrzymującą poczucie własnej wartości i to jest w nim najważniejsze. Bardzo ważne. Zabawa kończy się gdy zauważasz, że chcesz króliczka złapać. Idziesz wtedy na wojnę, której bitew możesz stoczyć kilka jak i nieskończenie wiele. Albo wygrasz, albo ze spokojem odejdziesz, albo w najgorszym przypadku, będziesz czuł się źle czytelniku. Tylko opanowanie, gdy za daleko.

Internet pozwala na uproszczenie procedury, ale pożera mnóstwo czasu i często prowadzi do rozczarowań. Łatwiej jest w sklepie na rogu czy podwójnym orczyku na stoku narciarskim. Oczywiście możliwe jest wszystko, nawet to, że klikniesz "yes" na AYI facebooka, bądź przyflirtujesz tam, gdzie normy zachowań, podpowiadają że nie powinieneś z uwagi na niepisane zasady. To przecież wszystko dla Twojej przyjemności...



ps. obiecuje, że przygotowywany materiał od dłuższego czasu, będzie opierał się, na konkretnych badaniach :)