21 grudnia 2009

12





Muzyka towarzyszy nam od tysiącleci. Kręci nami w zależności od własnej apercepcji, co oznacza, że się jej uczymy. Przez całe życie. Do tej pory krążą różne teorie na temat jej zasadności w naszym świecie. Pojawiła się też teoria, że muzyka, a w zasadzie jej twórcy/ wykonawcy tworzą ją dla osiągnięcia celu... seksualnego. Ale od początku.

Jako pierwszy pojawił się prawdopodobnie bęben szamański, który dość poważnie został opisany przez mistrza Eliadego. Służył on do wspierania szamana w osiąganiu ekstatycznego lotu do duchów i bogów, piekła i nieba W szczególności na terenach Azji (np. Buriacja) bęben miał bardzo duże znaczenie. Pięknie ilustrowany z naciągniętą skórą kozią (ale także innych zwierząt) wydawał z siebie transowe, jednostajne dźwięki. Z czasem gdy szamani swe ekstatyczne loty wspomagali działaniem różnych substancji (sok z tytoniu, grzyby, marihuana), dźwięki bębna poczęły spełniać bardziej społeczną funkcję, by nie powiedzieć wręcz hedonistyczną. Zaczęło się więc od rytmu, który w dzisiejszych chwilach, ma także niejednokrotnie podstawę w funkcjonowaniu muzyki. Wspomnieć należy, że szamani jak najbardziej w swych rytuałach używali seksualnej symboliki, a wprowadzanie w trans miało w sobie sporą dawkę podziału na płeć.

Największa i najstarsza kolekcja instrumentów pochodzi jak zwykle z Chin (7000 – 6600 p.n.e.). Wyrabiano je z kości, a wśród instrumentów można było spotkać flet. Ale do rzeczy. Skąd teoria o seksualnej potrzebie na muzykę?

Nasza wrażliwość na bodźce, poszukiwanie harmonii, oddechu, ruchu ma świadczyć o napędzaniu libido, zespoleniu dźwięków śpiewanych przez ciała w uniesieniach. Ma dźwięcznie prowadzić na koniec tęczy gdzie nagroda wybucha milionami barw i wrażeń. Na nici pięknych wrażeń, odróżniających nas od zwierząt. Założenie łatwe do obalenia, gdy założyć jak bardzo religia wiele wspólnego miała z dźwiękami. Na szczęście z wypiekiem na twarzy można śledzić kulturalne życie starożytnej Grecji i Rzymu, gdzie nuty teatru i ulicznych 'bardów' – robiły wrażenie na wszystkich. Było te występy na tyle prawdziwe, że jeśli na greckiej scenie aktor umierał, to tak się działo naprawdę, choć pomników więcej wystawił sobie Horacy. Artyzm był święty i pożądany. Z pomocą też przychodzi dziś współczesna animacja (o źródle komiksowym), przypominając w dziele Rene Goscinnego, postać „trubadura”, który przez swą wrażliwość nigdy nie miał poklasku u wojowników, ale... był potrzebny. Do czego? Dziewczęta! Pierwszy człowiek-orkiestra, dworski, miał uspokajać mecenasa i wprowadzać w drżenie kobiety by do końca nie ześwirowały wśród tych wiecznie przepoconych agresją barbarzyńców :) Żartobliwie rzecz ujmując oczywiście. Seksualne tańce były także części kultu Dionizosa co z dodatkiem zakrapianym winem, budzi dość jednoznacze skojarzenia. W biblii najstarszy taniec wykonał król Dawid przy Arce przymierza.


Przenosimy się do Egiptu gdzie ładniej połączymy teorię religijną z seksualną. Kult Bogini Izydy, siostry Ozyrysa, a zarazem jego żony będzie naszym tropem. To dla niej powstał taniec brzucha, mający tak naprawdę niewiele ruchów tej części ciała swoją drogą. Liczyły się te części ciała, które mężczyzn kręcą od zawsze czyli biodra i biust. I co ważniejsze, nasze wyobrażenie wyglądu tancerki, także jest mocno nadszarpnięte, bo te nie używały błyszczących cekinów, ale w zakrywających całe ciało sukniach. To musiał być widok!

Historie średniowiecznych trubadurów poniekąd znamy. Łaził taki z gitarą najczęściej, rozpraszając dziewki w okolicy, co do dziś jest marzeniem niejednej, by taki pod oknem zanucił wyznanie. Oczywiście pieśni w dalszym ciągu miały bogaty wymiar religijny, ale ten już wymiar opuszczamy. Przez Barok i Romantyzm też przemkniemy cichcem, pozostawiając w spokoju Bacha , Handela, Czajkowskiego i Bethovena. To co się stało z nami zatrważającego, pojawiło się w pięknym XX wieku. Era bitników zapowiadała nadejście rewolucji seksualnej. Do dziś wymienia się szereg czynników mających wpływ na niemal ogólnoświatowy bunt. Wielce zasłużył się tu także Timothy Leary, który rozpropagował LSD wśród studentów. Wszyscy mieli więc z górki, a taniec brzucha nieświadomie pokazał swoją wartość w świecie współczesnym. Jak porównać indyjską tancerkę, trubadura i dja? Ta pierwsza wiedziała co ma zrobić z ciałem, ten drugi wiedział co zrobić z głosem i instrumentem, a ten trzeci już nic nie musi wiedzieć, bo beatlesi pokazali do czego potrafią doprowadzić dziewczęta dotykając je brzmieniem basu i jednoznaczną piosenką. Skubane mdlały na koncertach i pokazały jak zrzucić stanik bez ściągania koszulki. Kwartet w swoim krótkim czasie istnienia na mapie ludzkiej muzyki wywindował seks do poziomu, który utrzymuje się do dziś. A ja do dziś się zastanawiam jak oni wtedy zrobili kawałek, do którego remiks chemical brothers ściąga swoje tantiemy.




Przy współczesnej muzyce elektronicznej już nic nie trzeba mówić. Jest to zwyczajnie czysta seksualność sprawiająca wszystkim radość. Każdy/ każda może mówić o tańczy będącym czystą przyjemnością, ale takie to ja znam i to w jaki sposób tańczą często prowadzi do myśli w mej głowie by takie ruchy całkowicie zakazać. Muzycy i aktorzy (tak jak w Antyku muzyka i teatr!), mają „wieczne” życie seksualne dzięki swej profesji. Na całym świecie te brudne tańce zawsze będą się podobnie kojarzyć. Bity z ruchem bioder, taniec w parze z romantyczną bliskością w harmonii. Muzyka z miłości.


ps. Ten artykuł jest rozwojowym i dopiero zaczątkiem dla wykazania nas jako wiecznie tańca pragnących przy odpowiedniej muzyce. Bibliografię uzupełnię przy okazji.

27 listopada 2009

11


ChippenDales - znani jako mężczyźni tańczący taniec erotyczny. Z perspektywy samczej, zabawa w striptiz jest dość prosta. Siedzą kolesie uśmiechnięci i wkładają banknoty pannom za podwiązki. Rozgrzani to oni raczej nie są, aczkolwiek są takie kluby, gdzie pani tańcząca nie tylko tańczy. W każdym razie pisków tu nie będzie. Podczas pokazu męskiego za to, kobiety pokazują swoją odmienną naturę. Nie znajdziesz tutaj Zosi, myślącej o przytulaniu i romantycznym spacerze przy księżycu. Tutaj estrogen z testosteronem nie zaczyna buzować. Zaczyna się gotować. Co ciekawsze, dla mężczyzny z boku patrzącego dość nieciekawie to wygląda. Możnaby pomyśleć że taki gość, co to przez przypadek na takim pokazie się znajdzie wykazuje zazdrość. Z własnego doświadczenia, wyniesionego z ostatnich 2 tygodni śmiem twierdzić, że nie ma to nic wspólnego z zazdrością. Zniesmaczony za to jestem poniekąd. Co to za doświadczenie? Produkuję klip muzyczny o powstawaniu kalendarza dla pań, w których to sesjach, udział biorą modele. Do tej pory nie widziałem aby jakakolwiek dziewczyna w taki sposób reagowała. Zwyczajnie tracą głowy i zachowują się tak, jakby lewa półkula przestała pracować zupełnie. Język wypowiedzi jest inny, oczy się powiększają, a mięśnie wiotczeją. Wygląda to tak nienaturalnie, jakby te statystyczne 30% kobiet, twierdzących, że się nie masturbuje, przyłapać na gorącym uczynku. W takich sytuacjach dopiero zauważam, te seksualne spektrum seksualności kobiety. Tej silnej seksualności. W takich chwilach, ciężko przychodzi na myśl fakt, że kobiety wolą ciemno. Jeśli dbasz o siebie, to światła nie gaś. Może nie idzie o to by jarzeniówka ukazywała całą Twą fizys, ale żeby każdy mięśniowy światłocień był możliwy do zobaczenia.

Im więcej lektur, dotyczących sfery w relacjach kobiet i mężczyzn, sobie przypominam, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że nie zwraca się takiej uwagi na tę część hormonalną kobiety, która wyzwala się erupcją superwulkanu nie do powstrzymania. Koniecznie muszę znaleźć jakąś dysertację naukową, dotyczącą zachowań kobiet przy tańcu erotycznym. Na pewno się taka znajdzie na którymś z uniwersytetów. Nie mam pewności, czy wtedy odzywa się w kobietach popęd płciowy, bo wygląda to bardzo inaczej. Przez moment spotykałem się z pewną nimfomanką i dziś zastanawiałem się, czy kobiety podkręcone takimi akcjami jak ta dziś zachowywałyby się w sposób podobny. Te, które nazywamy gruppies, 'wykorzystane' przez artystę-muzyka nie mają siły czegokolwiek zrobić, ale być może całkiem inaczej jest gdy mężczyzna chwali się li tylko i wyłącznie swoim własnym ciałem. Dziwne i to przebardzo. Dzisiejszy wpis jest na zasadzie luźnej notatki, bym nie zapomniał się zainteresować czymś, co mnie zaskoczyło nie lada. Postaram się znaleźć jakieś badania i podzielić się tym, co odkryto. Póki co, wiem już co będzie tematem następnego posta. Muzyka w odniesieniu do seksualności. Będzie ciekawie :)

18 listopada 2009

10


Czasem zastanawiam się jak to jest z celami. Pomijając genetykę, która pokazuje nam te cele, pozostaje kwestia świadomości bytu oraz światełka w tunelu. Wczoraj miałem tak odjechany sen, że pozazdrościłem wierzącym - niezależnie czy mówimy tu o chrześcijańskich molochach czy o szamańskich niszach. Dziś nie będzie prób analiz, a czyste wynurzenie ludzkie.

Jakiś czas temu oczywiście przeczytałem o kobietach z Wenus i mężczyznach z Marsa i zdecydowanie od-ra-dzam - chyba że Twoim przewodnikiem jest Cosmo i jemu podobne. Gdyby przyjąć założenia książki jako przyswajalną wiedzę, należałoby chyba posiąść 10 na skali tolerancji i 12 w stosunku do cierpliwości (oczywiście mowa o skali 10-cio stopniowej). Dodatkowo przyniszczymy nieco własne ego, a ręce złożymy w krzyż. Jako humanista wierzę w człowieka, który jest samoistnym i oryginalnym bytem.
Rządzi nami płeć i tu należy powiedzieć, że wszystkie kobiety są takie same, tak jak i mężczyźni są tak samo prości. Różni się człowiek, gdzie Imperatyw Kategoryczny* Kanta, zda tak samo egzamin jak teorie Johna Granta ze wspomnianego poradnika. Potrafię się czasem mocno zdenerwować na brak wyobraźni człowieka na tyle, by nie mieć ochoty wdawać się z takim w jakiekolwiek dyskusje, ale z drugiej strony osobę taką jako człowieka oceniam tak samo - szanuję i lubię (pewnie tylko dlatego, że osób, które nie są przeze mnie lubiane po prostu nie dopuszczam do siebie z góry. Z braku dłuższych celów pozostaje mi li tylko wiara w to, że uczyć się ludzi mogę i to jest frajda niezła, ale metafizykę traktuję tak ja Aldous Houxley LSD w Drzwiach Percepcji. Stąd wymyśliłem sobie przygodowy scenariusz 2013, z którym przywitam się jak zwykli witać się Francuzi. Jeśli rolą mężczyzny jako organizmu jest pozostawianie nasienia gdzie tylko popadnie, tak ja - w opozycji dla socjologicznego dogmatu nakazującego rodzinę, zrobię całkiem inaczej i 'zmarnuję' siebie tylko dla siebie z wiarą Horacego, że zdołam pozostawić choć znak wodny. Jeśli nie masz wiary to na czym się oprzesz?

* Postępuj wedle takich tylko zasad, co do których możesz jednocześnie chcieć, żeby stały się prawem powszechnym.

-

Bez bibliografii - masz do dyspozycji cały internet dziś by zagadki rozwiązywać.

21 października 2009

9

By nadgonić straty w czasie antenowym, przypomniałem sobie wczoraj o jednym z cudów jakim zostaliśmy obdarzeni. Tym cudem jest najbardziej wrażliwe miejsce w ciele człowieka i co ciekawsze zostały nim obdarzone tylko kobiety (mając na myśli wrażliwość). Tematem dzisiejszych rozważań będzie nic innego jak clitoris.



Niewiele kobiet poświęca swoje myśli znaczeniu tego miejsca, choć wszystkie zdają sobie sprawę jaką siłę posiada część, która w języku polskim nosi nieefektowną nazwę łechtaczka. Sama wikipedia niewiele miejsca poświęca tematowi:

"Łechtaczka (łac. clitoris) – nieparzysty, zewnętrzny narząd płciowy samic ssaków. Znajduje się w pobliżu przedniego połączenia warg sromowych mniejszych (labia minora pudendis). Część widoczna znajduje się powyżej pochwy. Odgrywa podstawową rolę w pobudzeniu seksualnym i orgazmie."

Największym bluźnierstwem wobec ciała, jakie kiedykolwiek stosowano jest obrzezanie właśnie tej części somatycznego układu. Rytualnie stosuje się jeszcze takie praktyki w środkowej Afryce, od niedawna w Egipcie, a najczęściej w Etiopii (zarówno przez etiopskich żydów jak i chrześcijańskich Koptów. A robiono to po to, by obniżyć kobiece libido i tym samym uprzedmiotowić smukłe afrykanki względem mężczyzn. Haniebne i niedorzeczne, a ma miejsce do dziś.

Aby jednak pozostawić sferę nieprzyjemnych rozmyślań nad religijnymi rytuałami, skupmy się na tym co najważniejsze. W poprzednim artykule napomknąłem o pewnej Pani, która cały, niesamowicie interesujący rozdział swej książki, poświęciła clitorisowi. Natalie Angier sprawiła tymi słowami, że zwariowałem swego czasu na punkcie ewolucji człowieka, chaosu i jednocześnie potrzeb natury, weryfikowanych doborem naturalnym. Z uwagi na przeolbrzymie braki literatury przedmiotu, główną przesłanką dla tegoż artykułu pozostanie właśnie ta pozycja. Polecam też francuski dokument "Łechtaczka, piękna nieznajoma" (Le clitoris, ce cher inconnu) z 2002 roku. Przyjemnie się ogląda.

Clitoris jest głównym motorem napędzającym kobiecy orgazm, a Freud dyskredytując jego rolę i nazywając infantylnym, bo wynikającym ze szczątkowego prącia, powinien zwyczajnie dostać w pysk by się ogarnąć. Na szczęście nasze Zygmunt jest bardziej znany ze Wstępu do psychoanalizy i zalecania pacjentom kokainy, a jego odniesienia do kobiecej anatomii, nie mają takiej wartości jak niegdyś.

Spór o potrzeby istnienia tej części ludzkiego ciała toczony jest do dziś, bo jak żaden inny erogenny punkt na ciele człowieka, ten ma tylko jeden cel. Clitoris służy li tylko temu by kobieta zdołała osiągnąć orgazm. O ile penis jest przedłużeniem płodności, tak clitoris, nie ma żadnej innej zdolności jak tylko ukrwienie się i kozackie szczytowanie, które może mieć miejsce wieloktotnie, kilkatrotnie, kilekadziesiątkrotnie i teoretycznie kilkasetkrotnie w ciągu dnia. Darwiniści twierdzą, że ewolucja może podążać ku zanikowi guziczka, bo niby po cholerę kobiecie orgazm, skoro starczy jej płodność. W moim mniemaniu guzik (tak naprawdę wyglądem przypomina męski penis, choć zdcydowanie mniejszy i w większej części schowany) się przydaje do napędzania chęci i przyzwoleń, które natura już wie jak potem wykorzystać. Na szczęście nigdzie nie doczytałem by była to akceptowana przez większą ilość ewolucjonistów, teoria).

Clitoris nie jest głupi. Przekazuje kobiecie bodźce, które mówią jej, że superfajniej jej będzie, gdy będzie miała panowanie choćby w małym procencie nad ruchami frykcyjnymi. Błędem jest przeświadczenie, że ostry sex z rzucaniem panną po ścianach, to orgazmiczne marzenie kobiecego ciała. Oczywiście każda nakręca się na swój sposób, ale każda też dokładnie wie gdzie przycisnąć i z jaką siłą, o czym świadomie bądź nie informuje partnera. A wszystko to z polecenia tego małego skurczybyka.

Wracając do potrzeby istnienia jakże ważnej części kobiecego zaułka Wenus, przypomnijmy wszystkim, że mężczyzna aby zapłodnić kobietę wcale nie musi wejść na wyżyny orgazmu. może go wcale nie mieć, bo kilka chwil przed nim, część nasienia i tak się wydostaje, stąd stosunek przerywany można między bajki włożyć, a nie tam gdzie coponiektórzy sądzą. A jednak siła ejakulacji pomaga. Z drugiej strony mamy kobiecy orgazm, pobudzający szyjkę macicy do specyficznych ruchów, które pomagają nasieniu dostać się do bramy łączności DNA. Czyli. Kobieta może zajść w ciąże bez męskiego orgazmu i kobieta może zajść w ciążę bez własnego orgazmu, a przy pomocy ejakulacji. Sprytne, nie? Tajemnica natury niczym puszka Pandory.

Cóż, to dwa razy bardziej od penisa unerwione miejsce, króluje na mapie ludzkiego ciała i niech tak zostanie. Jeśli mężczyźni potraktują guziczek poważnie, to nie będą musieli zastanawiać się czy znaleźli punkt Grafenberga, czy nie. A też istnieją teorie na to że, punkt G to nic innego jak koniec części clitoris. Ten, kto potrafi obchodzić się należycie z tą częścią ciała, potrafi też obchodzić się z kobietą. W Sensie życia wg Monty Pythona, odnaleźć można było rozdział dotyczący lekcji seksualnej, gdzie uczeń podniecanie kobiety chciał rozpocząć od tego właśnie miejsca. Niestety kobiety nie działają jak przycisk "power" w pilocie od telewizora. Gdyby na takim porównaniu się opierać, należałoby w samym urządzeniu zająć się przyciskiem "tune" i wtedy próbować włączać i sprawdzać czy działa należycie i czy aby dostrojenie jest optymalne. Chwała naturze, a kobietom pozazdrościć.


_


- bibliografia:
Wikipedia: hasło clitoris
Le clitoris, ce cher inconnu, Francja, 2002
Natalie Angier, Kobieta. Geografia intymna, Warszawa, Prószyński i S-ka. Wyd II 2001
Sens Życia wg Monty Pythona, Wielka Brytania, 1983

20 października 2009

8

Założenia tygodniowe runęły jak amerykańska gospodarka i też z problemów czysto technicznych :)

Póki korzystam z urlopu, mogę chwilę spędzić nad rozważaniami płciowymi. Zajmiemy się dziś problemem typowo męskim - często spotykanym w dowcipach czyli "jasna dupa ale ona truje".


Od dłuższego czasu zastanawiałem się z czego to wynika, że w poważniejszej relacji tak się dzieje niemal zawsze. Osobiście sam się poddałem, wiedząc, że robiąc szpagat i stając na głowie, nie osiągnie się perpetum mobile szczęśliwego związku, tak w dalszej w sferze rozmyślań pozostaje kwestia odniesienia potrzeb do zachowań. Wyrażam ostatnio opinię, że jeśli nie możesz nic poradzić na rzeczywistość to staraj się zmieniać do niej swój stosunek. To wiele pomaga.

Pytanie zasadnicze, które często przewija się w moich postach: Skąd więc się bierze fakt, że kobietom z a w s z e coś nie gra?

Wracamy do korzeni. W latach gdy szowinizm miał się całkiem nieźle (czyt. okres jaskiń i męskiego zapachu legowiska pierwotnego), kobiety nie miały za bardzo na co narzekać. Gość był albo dobrym ojcem/ opiekunem albo z niczym sobie nie radził, licząc na korzyści jakie daje stadne życie. Z tym, że jak pokazują badania niegdyś nie byliśmy takimi orędownikami monogamii tak jak ma się to dziś i co jest społecznie akceptowane. Jak opisała Natalie Angier, przedstawiając nierozwiązany jeszcze problem istnienia clitoris (o tym jeszcze będzie pewnie niedługo), "nasze przodkinie zachowywały się niczym samiczki bonobo (małpki, będące spokrewnione z szympansem i człowiekiem, u których seksualność stoi na niesamowicie wysokim poziomie- przyp. aut.), traktujące seks jako klucz do wszystkiego - do zdobywania przyjaźni, łagodzenia nastrojów, do wyłudzania mięsa lub przysług od dowolnej liczby partnerów oraz do skutecznego zaciemniania kwestii ewentualnego ojcostwa". Przy takiej interpretacji, my mężczyźni staramy się cholera od zawsze, ale one od momentu pojawienia się modelu 2+ dzieci, nie mogą (a raczej nie powinny) wykorzystywać swoich możliwości/ zalet dla podobnych oczekiwań wobec wielu mężczyzn z jednej społeczności (żadna to Eureka, że poniekąd świadomie nas wykorzystują). Zostaje tylko ten jeden, ukochany zresztą, który ma kobiecie dać dokładnie to czego ona c h c e ! I spróbuj nie dać.

Problem się rodzi od razu wtedy, gdy kobieta poznając mężczyznę niesłusznie założy, że on się zmieni. Jeszcze ciekawiej, panuje opinia, że ona go zmieni. Do przewidzenia jest, że zrezygnuje z nawyku pozostawiania wszędzie skarpetek, ale gość, który przyzwyczjony do darcia ryjka przy ligowym meczu, może nie pamiętać o tym, że osoba, którą kocha chciałaby pokazać swoje kolczyki w teatrze. Co więc musiałby zrobić mężczyzna? Ustalać plan na cały tydzień - zaskakiwać, obdarowywać, wymyślać i przede wszystkim mówić mówić i jeszcze raz mówić do niej w taki sposób jaki ona lubi. A to akurat trudne nie jest, bo sama Ci to szybko powie - o ile nie wypełnisz watą jej kolan niespodziankami, w taki sposób, że już tylko w łóżku będziesz musiał się sprawdzić (jakkolwiek gdy kolana miękkie, to problem z jej zadowoleniem może mieć ewentualnie impotent). Niewiele znam takich par, które po kilku miesiącach nie napotykałyby problemów roszczeniowych. Zawsze jest coś źle :)
Nauczyłem się (albo mnie nauczono), żeby od razu reagować. Często z rozemocjonowaną naturą kobiety nie wygrasz na kontrargumenty, więc należy robić tak, aby wykazać że to nie jest problem, kierując ją na inny tor i akceptując rozwiązywalność bądź nierozwiązywalność problemu. Przez rozwiązywalność problemu rozumiem sytuacje sprzątania po sobie, nieregularne bukiety (bo jeśli byłyby regularne to nie byłoby problemu, rajt? rajt.) i przede wszystkim bliskość, bo to ona (ta bliskość), jak w stadzie małpek bonobo, daje poczucie bezpieczeństwa. Ale za żadną cholerę nie pozwól, by problem przerodził się w foch - z tego piekła to nawet spokój Cię nie uratuje i z roli naturalnego dominatora, mającego zapewnić kobiecie spokój, staniesz się męski jakby mniej. Niby czasy zniewieściałych mężczyzn przemijają, ale takich, za przeproszeniem dup wołowych, jest sporo. Mimo że wielu mężczyzn woli (nie wiedzieć mi teraz czemu) kobietę czystą, w rozumieniu braku wcześniejszych związków, tak jej wcześniejsze doświadczenia z kolesiami, którzy nie spełniali i nie pilnowali swoich obowiązków, rzutuje na tym, że marudzenie staje się wątkiem i osnową dla tkania kolejnych problemów. Marudzić będą, bo potrzebują, a chłopiec jest po to by w marudzenia plecienie się nie mieszać, a wręcz tkaninę problemu rozwiązać. Wcale nie musi być to wojna nerwów. Pokaż mi kobietę, która zawsze dokładnie wie czego chce od partnera, a pierwszy się ukamienuję. Niech truje, ani świat idealny, ani Ty. Powodzenia.



-
bibliografia:

Natalie Angier, Kobieta. Geografia intymna Warszawa, Prószyński i S-ka. Wyd II 2001

16 września 2009

7




Siedem to liczba szczęśliwa, więc tym razem o skutecznym podrywaniu. Czasu niewiele, więc bardziej to z przymrużeniem oka. Synonimem podrywu będzie tu uwodzenie, co w pigulczym skrócie idealnie przedstawia ukochana wikipedia:

Uwodzenie – zachowanie mające na celu przyciągnięcie partnera/partnerki. Może ono doprowadzić do stosunku płciowego lub utworzenia związku partnerskiego, niekiedy zakończonego małżeństwem.

Choć zdania są podzielone, w zależności od zaangażowania społecznego moim mottem jest "pies nie weźmie jak suka nie da" i za każdym razem szybko się wycofuję, niezależnie od zamierzeń. Ta "7" jakby zawsze dla mnie szczęśliwa była i rzadziej niż częściej potrzebowałem odpuszczać. Wartością samą w sobie jest flirt, który jest zwyczajnie zdrowy (chyba że prowadzony zbyt daleko, wtedy zależność wynika z oczekiwań) i o ile nigdy nie potrzebowałem stosować romantycznych i bohaterskich taktyk, to z chęcią podzielę się tymi, które na mnie zrobiły wrażenie. Zanim jednak przejdziemy do zabawy, spełniamy kilka punktów.

I Jeśli zależy Ci jedno nocnej wyprawie do cudzego łóżka, to wszystko zależy od niej - albo trafisz na ten dzień, albo nie. Albo trafisz z odpowiednim zdaniem, ruchem, gestem albo...nie

II Jeśli zależy Ci bardziej to:

1. Nieważne jak wyglądasz, ważne co robisz
2. Ważne co mówisz, nieważne co słyszysz*
* chyba że słyszysz o odniesionym właśnie sukcesie własnym
3. Nieważne co widzisz, ważne jak patrzysz
4. Ważne co przed Tobą, nieważne co dookoła
5. Nieważne co się stanie za chwilę, ważne byś wiedział co ma się stać jutro.


Arogancko i pokrótce.

Zdecydowanie najrozsądniejszym rozwiązaniem jest robienie wrażenia. A wrażenie się robi wtedy, gdy w szczerze wyglądający sposób pokazujesz jak Ci zależy. Starym sposobem są kwiaty, chabazie zwykłe, co to nie wiesz nawet jak się nazywają. Bylebyś chryzantem nie kupił. Kwiaty przekazane osobiście są git, ale wrażenie robą te znienacka. Ona dostanie je w pracy i ma już banana do końca dnia. Widziałem to kilka razy uśmiechając się pod nosem, kibicując wręczającemu. To jednak co spotkało się z moim uznaniem, to przyniesienie... śniadania :) Nie mówię tu takim śniadaniu, które powinno nastąpić po upojnej nocy z uwiedzioną, bo to jest naturalne i jeśli tego nie zrobić toś zwykły buc nie adorator. Mówię o śniadaniu dla nieuwiedzionej, które ona zobaczy zaspana w sobotni dzień, nie spodziewając się z rana gości. Wiesz co jest w tym najlepsze? Ona o tym powie koleżankom, a koleżankom z zazdrości żyłki na czole pękną i przecie o to cho. Jeśliś siłacz to, nie musisz od razu demonstrować tego, przez sprzedanie ciosów, człowiekowi, który niechcący Twą sympatię potrącił. Rzeczy ciężkich na ulicy też nie podnoś. Starczy jak w odpowiednim czasie ją przytulisz. Ona już będzie wiedziała co tam skrywasz. Jeszcze lepiej jest, gdy masz talent muzyczny. Sztuka w ogóle, jak do tej pory jest dla naukowców niezrozumiała. Nie potrafią wyjaśnić dlaczego człowiekowi to przyszło do głowy. Ale sztuką w większości zajmują się mężczyźni i tu nauka w kilku teoriach udowadnia, że sztukę wymyślono po to by... robić wrażenie. Na kobietach rzecz jasna. Jeśli umiesz grać na jakimś instrumencie, zrób coś dla niej. Mój szef zrobił muzykę do wierszy swojej pierwszej miłości, którą dawno temu zagubił i opublikował to w Internecie. O wierszach tu mówić nie będziemy, ale to musiało zrobić piorunujące wrażenie. Mi kiedyś zaśpiewano na randce piosenkę lou reed'a:



Dziewczę jeszcze akurat umiało śpiewać i wtedy byłem już pogrzebany. Sam z kolei nauczyłem się grać na gitarze inną piosenkę, po której spędziłem kilka bardzo dobrych miesięcy z dziewczyną o której nigdy bym się nie podejrzewał że uda mi się ją poderwać. Zagrałem i zaśpiewałem i kosztowało mnie to tylko przekazanie prawdziwych intencji i 30 minut nauki:



Miej zainteresowania, którymi nie możesz się chwalić. To że znasz się na samochodach, zrobi wrażenie na tej, co to Kubicę z otwartą buzią ogląda. Ale jeśli wiesz że Carmen Kass reklamowała perfumy Diora i znasz słowo empatia, którego nie używasz, a prezentujesz - robisz wrażenie. I nie chodzi tu o to, że kobiety są płytkie i mówienie o pachnących gadżetach to jest to. Ty masz pokazać że nie jesteś jaskiniowcem, posiadasz gust i potrafisz wyrazić zrozumienie. Nie, nie oznacza to że masz się zachowywać jak pedał. Jeśli idziesz z nią do pubu i koniecznie nie chcesz kupować drinka, ale tylko browarnie porozmawiać, to uzmysłów sobie, że dla niej Warka strong to nie ten sam fun co dla Ciebie. Weź cholera Paulanera. Wykazujesz opiekę - jest to docenione. Jednak co ważniejsze: Nigdy nie spotkałem sytuacji, że zrobisz na dziewczynie wrażenie, a potem wszystko się toczy. Jak Ci zależy to się starasz do zrzygania. Potem i tak Ci wejdzie w krew, a to nic złego. Bylebyś sobie poprzeczki za wysoko nie podniósł, bo z wysoka spadanie boli bardziej. Zawsze dziękuj za to że jest. Szczerze. O złoty medal walczysz do końca. Sytuacją niemiłą jest, gdy twój wybór dziewczyny był nieprawidłowy, wtedy zwyczajnie idiotą jesteś że od razu nie widziałeś. Przez idiotyzm rozumiem też zakochanie, choć to miła choroba.


ps. Ten post to nie jest poradnik. Zaledwie opis kilku działań, które zawsze robią wrażenie odpowiednie. Dziś znów bez bibliografii, bo tu podręczników jakich Ci może brakować to ewentualnie savoir-vivre i wiedza ogólna.

4 września 2009

6


seks czyli na zdrowie

Kilka pytań ostatnio mi zadano w temacie bloga. A po co mi i dlaczego albo że czemu w taki sposób. Odpowiedź jest prosta. Esencją życia jest życie. Życie, które następnie przekazujemy innym i chcemy to zrobić jak najlepiej. Przekazywanie sobie genów jest głównym czynnikiem, dzięki któremu natura nie poskąpiła nam różnych rozwiązań, decydujących o tym że się nam chce. Tym razem więc kilka słów o potrzebach. Chrześcijaństwo próbowało zabijać teorię "fajności" seksu, ba! Nawet starano się byśmy w ogóle postrzegali fakt miłości partnerskiej tylko przez pryzmat rodziny, a fizyczne przywiązanie postrzegali w złym świetle. I jak to z zakazami bywa, w końcu pojawili się rewolucjoniści, którzy swym zachowaniem sprawili więcej kontrowersji, niż cały ten zakaz był wart. Mowa o libertynach, których Markiz De Sade opisał w tak cudownie hardkorowy sposób, że każdemu normalnemu człowiekowi włos tylko, dęba stanie. Po lekturze "Justyny" markiza, potrzebowałem kilku chwili wytchnienia zanim doszedłem do siebie. A można było normalnie - i prorodzinnie i proseksulanie. Bo seks to zdrowie! I psychiczne i fizyczne samopoczucie, sprawiające lepszą kondycję, poprawioną nastawienie antystresowe, gładszą skórę i lśniące włosy. A ta Ci tu zaraz powie że ją głowa boli. No cholera jasna! Gorszej wymówki nie ma, bo seks stanowczo Cię z bólu głowy uleczy, tak jak i mnie niegdyś z bólu zęba. Na szczęście nie wszystkie kultury świata podejmował ten temat w taki sposób jak chrześcijanie. Chińscy Taoryści widzieli w miłości fizycznej tylko i wyłącznie zdrowie. Sokrates twierdził, że kobietom pomaga w uniknięciu chorób psychicznych i zgadzam się z nim w całej rozciągłości :) Z kolei moja ulubiona lektura swojego czasu dotyczyła miłości tantrycznej, miłości skupionej na seksualnej empatii i chęci tyleż dawania, co odczuwania z podarków przyjemności. Niestety Tantra to cała kultura, sprawiająca, że przeciętny Europejczyk, równie dobrze może próbować mahometanizmu, choć to już łatwiej. Dlatego też próbuje ostatnio kontrolować własny organizm, oddychaniem tai-chi. Nie wiem co z tego wyniknie, ale raczej chory od tego nie będe. Z przykrością się jednak stwierdza, że o ile u mężczyzn popęd jest zauważalny bardzo łatwo, a to dzięki kochanemu testosteronowi, to u kobiet estrogen się różnie zachowuje. A zaczyna się już w ogóle fatalnie gdy zastosuje się seksualną absencję. No i moje wy wszystkie kochane! Męskie nasienie ma na Was także zbawienny wpływ! Ale żeby nie smucić, przedstawiam listę rzeczy, które osiągniecie dzięki tym strasznym zwierzęcym instynktom:

Kochając się:

- pozwalamy rozpieprzyć w mak drobny negatywne emocje
- nasz sen jest dłuższy i głębszy
- działamy na siebie odmładzająco i przeciwzmarszczkowo (o wiele lepiej niż krem którego jesteś warta)
- odchudzamy się (wzięłaś to pod uwagę mała? ato nawet do 800 kalorii, gdy partner wie co robi)
- poprawiasz ukrwienie ust (stają się większe, jędrniejsze i mają zdecydowanie intensywniejszy kolor)
- twoje włosy zaczynają lśnić(działanie hormonów wzrostu)
- usprawniasz pracę serca i krążenie krwi
- regulujemy miesięczny cykl, łagodzisz pms i skutki menopauzy(męskie hormony zawarte w nasieniu wpływają na regulację estrogenów)
- pomagasz znikać krostom i wypryskom (nigdy nie miałem, ale potwierdzam, wśród dziewcząt)
- dostajemy środek przeciwbólowy, choć i tak nie uwierzysz
- wyzwalasz produkcję hormonów szczęścia, tych samych co podczas zakochania się i jeszcze kilku innych
- Dodajesz sobie energii życiowej, odwagi i poprawia swoją własną samoocenę
- zwiększa wiarę w siebie, akceptacja ciała w ramionach chłopca to terapia jedna z lepszych
- zapobiegasz wahaniom nastroju i depresjom, czyli wiwat Sokrates!
- relaksujesz się i odprężasz (szczególnie mężczyźni zaraz po)
- i regulujesz gospodarkę hormonalną (co szybko zauważymy gdy trafisz na dzień z silnym popędem)

Ten wpis jest znów dedykowany dziewczętom, ale ucinam spekulację jakobym był waszym przyjacielem, co też się pojawiło w pytaniach. JAk Was nie rozumiałem tak nie rozumiem. Czasem tylko uśmiechnę się pod nosem, ale ta wiedza to tylko świadoma płci zabawa.

ps. Ostatnio świat mocno zawirował i posty mogą nie być tak upstrzone bibliografią jak ten, który wynika bardziej z zapamiętanych rzeczy i kilku poprawek z czasopism, które wczoraj mi do ręki wpadły, jak stara Wyborcza, lektura "Drogi karmy, ścieżki Dharmy", lekcje polskiego i opowiadania psychlogo-przyjaciela, które to wraz z głosem bliskiej mi osoby narzuciły temat zdrowia psychicznego.

Zdrowych łykendów!

26 sierpnia 2009

5

42



Najzabawniejszą sprawą, która przydarzyła mi się w wieku 19 lat było poznanie tel liczby i jej kontekstowego znaczenia. Wpisując w angielskie google zapytanie o życie, wszechświat i całą resztę, kalkulator pokaże ten wynik <<

W swoim czasie, nie żyjący dziś Douglas Adams, swoją banalną tetralogią sprawił mi coś bardzo przyjemnego. Mianowicie nie wymuszając, dokonał uśmiechu gdy spoglądam w niebo. Pokazał że wszechświat to taki wielki rozpie*dol, nad którym żywa jednostka nie ma kontroli, a sprytniejsi nawet nie chcą jej mieć.

Chaos. To samo przychodzi mi często na myśl, gdy swym prostackim podejściem do świata próbuje wyjaśnić sobie sposób myślenia kobiety. Staram uczyć się odpuszczać, gdy czegoś nie rozumiem, ale i wtedy nie masz pewności, że będzie dobrze. Czasem gdy odpuszczasz człowieku, musisz się liczyć ze zbyt słoną zupą.
No i skąd to wszystko? Z samej świadomości płci? Istnieją kultury gdzie psychicznych obojnaków traktuje się z wysokim szacunkiem. Hermafrodyta jest też liczbą 42. Chaotycznym organizmem, który niby mógłby dać odpowiedź na problemy rozumienia różnicowania płci. Polecam tu artykuły o płciowym rozdwojeniu oraz wierszyk:

Nie urodziłem się mężczyzną
Nie urodziłem się kobietą
Moja matka krzyknęła
Lekarz zacierał ręce z radości
Mój ojciec splunął ze wstrętem
Lekarz zacierał ręce z radości
Interesujące, pomyślał, interesujące
Spojrzał na mojego penisa
Interesujące, zadumał się, interesujące
Spojrzał na moją pochwę
Interesujący medyczny przypadek
Co robimy? - powiedziała mama
Zaufaj mi - powiedział doktor
To co mamy tutaj jest..., tak...
Podłubał, powpychał paluchy
To co mamy tutaj jest...
Sprawdził, zbadał
chłopak, po prostu chłopak z problemem
bardzo interesujący problem
Nie martw się, po prostu mi zaufaj
Podniósł skalpel
Wiem co robić
Ukradł mi moją pochwę
Nie martw się, jestem ekspertem
Ukradł moje piersi
Po prostu naprawię błąd natury
Ukradł cześć mnie, mojego ja
Nie urodziłem się mężczyzną
Nie urodziłem się kobietą
Zostałem stworzony aby być mężczyzną
Stworzony aby pasować do twojego świata
Twojego ograniczonego i podzielonego na dwie płcie świata
Twojego przestraszonego i nienaturalnego świata
Jestem Twoim wstydem
Więc ty sprawiasz, że czuje się zawstydzony
Jestem Twoim strachem
Wiec ty sprawiasz, że czuje się przestraszony
Jestem ukrytym tobą
Więc ty sprawiasz, że muszę się ukrywać
Jestem tajemnicą której nienawidzisz
Więc Ty sprawiasz, że nienawidzę siebie
Nie byłem mężczyzną
Więc powiedziałeś, że miałem problem
Nie byłem kobietą
Więc powiedziałeś, że miałem problem
Ukradłeś cząstkę mnie samego-samej
Jesteś moim problemem
Twój mały świat, w którym jest miejsce na dwie płcie
Jesteś moim jedynym problemem
Jestem twoim drugim ja
Nie jestem mężczyzną
Jestem twoim drugim ja
Nie jestem kobietą
Jestem twoim drugim ja
Jestem pomiędzy
Jestem hermafrodytą
Jestem twoim drugim ja
I hołduję temu.

Daje do myślenia gdy rozbijemy na dwoje.

A do czego zmierzam? A tym razem do mózgu płci. Nasze procesory się różnią budową!

Już w XIX wieku zauważono że kobiety są mniej wrażliwe na ból od osiłków o zapachu pierwotnego legowiska.
No i ględzenie. Kury - jak to Kondrat, w jednej z odsłon Maiuczyńskiego, stwierdził. A to nie do końca tak.
To my potraciliśmy zdolności językowe a kobiety w stopniu minimalnym. To my mamy trudności językowe, a nie one problem z gadaniem.

Opanowanie przestrzenne. Nie mam tu na myśli pracy błędnika, a wyobraźni przestrzennej, która u nas wynika z działania lewej (skracając: u mężczyzn logicznej) półkuli mózgowej, natomiast u kobiet działają obie w tym wypadku.
Tak samo jest z emocjami. U nas pracuje wtedy prawa półkula, u kobiet - obie :)
No i to co kobiety wprost uwielbiają: Intuicja! My ruszamy tutaj półkulą emocjonalną a kobiety obiema. Ale skąd takie rozróżnienie? Tu się nie będę podejmował ewolucyjnych wynurzeń (przynajmniej póki co), ale ważną kwestią jest różnica w wielkości ciała modzelowatego.
U kobiet jest większe bo zawiera w sobie większą ilość połączeń między dwiema półkulami - stąd sprawniejsza mowa.
Zasadniczo gdy kształtujemy się w macicy, wszyscy mamy mózgi żeńskie. Tak, tak twardzielu - na początku byłeś babą!
Trochę chromosomów i olbrzymie wysiłki hormonów nadają Tobie to, kim później jesteś. I tyle.

Wracając do naszego kochanego procesora: Sprawa seksu ma tu także swoje podstawy. Jeśli kobiecie brakuje seksu, to jest w tym cała gama innych doznań. Kolesiowi po prostu brakuje seksu. Dlatego zasypiamy drogie panie \m/ !
Co ciekawsze mężczyznę trafia najgorsza cholera gdy ma sobie wyobrazić obcego kolesia między nogami swojej partnerki. U kobiet szlag trafi bardziej na romans niż incydent. Rozumienie seksu mamy całkiem odmienne.

I tu jest ten cały kosmos! Ta cała świadomość różnic i potrzeb, wszelkie nieporozumienia i niedomówienia. Dla dziewcząt seks to bliskość, tulenie, wrażenia dotykowe i zapachy - dla mężczyzny to wszystko jest oddzielne i wszystko pozostałe traktuje w innych kategorii.
Więc jeśli ja kogoś przytulę to nie kryje się za tym ta cała świadomość łącząca działania półkuli emocjonalnej z logiczną. Jest to przytulenie. Obdarowuwanie przytuleniem, które ja osobiście uważam za potrzebne dla kobiet, więc z chęcią to robię nie myśląc o tym jak ona to odbiera. Dla kobiety przytulenie jest już czymś mocniejszym.

Ja pewnie Was nigdy nie bede w stanie zrozumieć, ale wiedza o tych różnicach daje jakieś pojęcie, najczęściej zabawne, z rzadka denerwujące bo nawet jak słodzisz, możesz przesolić.


Artykuł jak zwykle będzie się powiększał, zmieniał i rozrastał. Tak naprawdę to zaczynek analizy mózgu


W artykule pomagali: Myśli szybkie z lewej półkuli, Encyklopedia Seksu Starowicza, Wikipedia, Encyklopedia zdrowia PWN z roku 2000 i lekcje przyjaciela.


18 sierpnia 2009

4



Mikrostudium potrzeby


- Kobiety nie myślą ale odczuwają, Salwador.
- O czym ty mówisz?
- Czują wszystko. Ciebie, mnie, powietrze... Czują cały pierdolony wszechświat nie zdając sobie nawet z tego sprawy.

Od tego się zaczęło. Moja pierwsza fabuła, nigdy (prócz fragmentów) nie opublikowana. Od czasu, gdy intuicyjnie nakryłem swą miłość w łóżku innego chłopca, wszystko potoczyło się inaczej. Przeczytałem wszystko, co mała, miejska biblioteka publiczna posiadała na temat kobiet. Od Starowicza i Bogdana Wojciszke, przez Markiza de Sade i Łysiaka, do późniejszych teorii Dawsona i poszukiwań Cricka. Wiedza ta pozwalała nie na zrozumienie tematu, dała coś wiele więcej. Pozwalała brylować, lawirować i zdobywać kolejne. Bezwysiłkowo, beznamiętnie i tylko dla celów poznawczych. Dwa razy jeszcze potem odczułem coś, co nazwałbym uczuciem pierwotnym. I dwa razy odbiłem się z hukiem. Raz na skalę osobistą, drugi środowiskową. Czego mnie to nauczyło? Absolutnie niczego, ponad to, że mężczyzna dzięki testosteronowi nie podda się łatwo z rezygnacją i tego, że ta sama fenyloetyloamina, którą znajdziesz w czekoladzie jest tym samym, co nasz mózg produkuje w ostatnim, inicjowanym przez naturę, stadium poznawczym płci drugiej - czyli stanu zakochania (o tym później). O ile miłość (o tym też) i motyle brzuszne są zjawiskiem ogólnie powszechnym i pożądanym nawet przez Adama, a nie tylko Ewę, tak niewielu zdaje sobie sprawę w co pakujemy nasz organizm, albo to, w co pakują nas dziewczęta ze swoim instynktem. Endorfina. Wszechuczucie bezpieczeństwa i przywiązania, łagodząca ból niczym morfina, a dająca optymistyczne nastawienie do świata i życia. A jak ma się to do teorii, że kobiety łatwiej osiągają orgazm (i tym samym poprzez cudownie żywe działanie mięśni pochwy zachodzą łatwiej w ciążę)wśród mężczyzn uznanych jako ustabilizowanych finansowo? A ma się to tak, jak w kulturach, gdzie kobiety swatano (swata się) z mężczyznami, których one nigdy nie widziały, ale po latach powiedzą, że go kochają i swoim córkom zgotują podobnie, choć te wolą biednego młodzieńca z sąsiedztwa, na którego widok oczy im się błyszczą (wynik działania fenyloetyloaminy), a majtki wilgotnieją (tak, tak, kobietom zdarza się to na sam widok partnera). Jesteśmy piekielnie dobrze przygotowanymi maszynami, które podążają wieloma ścieżkami do jednego celu i nic nas nie powstrzyma. Dlatego mężczyźni wybierają piękne i zdrowe kobiety (w ich męskich oczach) dla ładnego potomstwa, a kobiety silnych, ustabilizowanych mężczyzn, by to potomstwo utrzymać. Oto wielka tajemnica miłości, której wariantów jest tyle, ile ludzi na planecie. A walczymy z czasem o endorfinę, choć z naturalnych dla biologii względów, bardziej zależy na tym kobietom niż mężczyznom. Przynajmniej do pewnego wieku.

W artykule pomagali: "Statek" Łysiaka, Zdumiewająca hipoteza Francisa Crick'a, część publikowanych "skryptów" "Kobiety i mężczyźni: Odmienne spojrzenia na różnice" Bogdana Wojciszke, listek figowy oraz słownik chemiczny

11 sierpnia 2009

3



Całowanie

Humor nie dopisuje, a chęci jak najbardziej, więc tym razem coś dla dziewcząt.

Lubisz się całować? Ja lubię i znam takich co też lubią. Nie znam tych co nie lubią/ nie znają, ale wiem że są i tacy. Przykładem tutaj mieszkańcy Papui-Nowej Gwinei, wo góle nie stosujący takich przyjemności. Do czego zmierzam? Z mlekiem matki tego nie wyssaliśmy, więc skąd? W New Scientist (niestety nie mam dostępu numeru) opisano, że jest to jedna z tych rzeczy, których nauka jeszcze nie rozgryzła. Zacząłem od matczynej piersi i znajdą się mąrdzy, którzy stwierdzą że stąd nasza chęć, ale karmią matki całego świata, a nie wszystkie kultury się całują jak to już wyżej. Mamy też drugą stronę medalu. Kiedyś kiedyś, aby nakarmić swoje dzieci, przeżuwaliśmy pokarm by potem, jak ptaszki, przekazać dziecku energię. Bardziej energetycznych się chyba nie znajdzie. Inni twierdzą że chodzi o nasze uwielbienie do czerwonych owoców, których soki, niczym szminka, malowały nam ponętne usta - któż by się nie skusił? Są i takie teorie że prawdziwy pocałunek pomaga nam w zachowaniu równowagi, poprzez wymianę flory bakteryjnej. Bardzo prawdopodobne, bo wszystkie wymiany soków poprawiają nam samopoczucie.

Najbardziej rozpowszechniony pocałunek to ten, który mówi "wybaczam",a symbolizuje zdradę - zobrazowany dziełem pt. Pocałunek Judasza Znamiennym też fakt, iż z powodu tego co wyzwala w ludziach taki soczysty i długi buziak, w chrześcijaństwie nakazuje się stronić od takiego kuszenia. Problemem jest to że do kuszenia i jego dalszej części, jesteśmy stworzeni. Jak powiedział Joseph Conrad, pocałunek jest „tym, co pozostało z języka raju" No i o czym my tu w ogóle?

Co by nie mówić całowanie lubimy, a nie wiadomo dlaczego. Całowanie zbliża, jest oznaką miłości, szacunku i zaufania, powoduje w końcu ten rodzaj uczucia, od którego kręci się w głowie obu płciom. Nie od dziś wiadomo, że mężczyznom szybciej się nudzi w przypadku stałego związku. Być może jest i tak, że dzięki pocałunkom zdobywamy to, co mężczyźni w kobietach bardzo lubią, a co potem przychodzi o wiele łatwiej. Kobiety pragną pocałunków znacznie dłużej. W naszej kulturze można przypuszczać, że mężczyzna który z figlarnego posiadacza ust, używa ich po czasie tylko do bekania i jedzenia (bo wiadomo, mówi niewiele - a już na pewno nie do swojej sympatii), pokazuje tym samym brak zaangażowania emocjonalnego. Reasumując im dłużej się całujemy, tym dłużej okazujemy sobie miłość (w sensie chemii, nie przywiązania). Proste. Dlaczego niby? Usta są jednym z najdelikatniejszych obszarów naszego ciała. Delikatniejszą częścią jest już chyba tylko clitoris. No i smak - niektóre dziewczęta naprawdę smakują jak brzoskwinie :)

Całować się wolimy na stojąco i leżąco, niż na siedząco. Zapewne chodzi o logistykę ogarniania przestrzeni partnera. Od pocałunku do przytulenia czy dalszych tam (o czym wiadomo później)trudniej z pozycji siedzącej.

Cóż, jak głosi moje ulubiona praca wrocławskiego upiększania przestrzeni miejskiej:




W całowaniu pomagały: krótkie migawki, wikipedia, jeden z ostatnich numerów "New Scientist", beletrystyka ponętna oraz DWAESHA

5 sierpnia 2009

2



Dojrzałość psychoseksualna a przyjaźń między płciami.

Jako że ostatnio sporo mnie to zastanawia podejmę rękawicę tematu, który od wieków jest przerabiany. Można się przyjaźnić i czy aby to na pewno jest przyjaźń. Zacznijmy od słownika PWN:

1. «osoba pozostająca z kimś w bliskich, serdecznych stosunkach»
2. «osoba okazująca komuś lub czemuś swoją sympatię, sprzyjająca czemuś»
3. euf. «kochanek»

Tyle desygnat. Osobiście wychowałem się na takich przyjaźniach - gdy jako dorastający dzieciak biegający z gitarą, zdecydowanie denerwowałem się problemem, że koledzy, choć głupsi wiadomo, opowiadają o swoich laskach, niuniach dupach, świniach, a niektórzy o księżniczkach (zależy kto mówił), a ja wiadomo nic i choć i tak wolałem gitarę, to młody chłopiec czuje presję. Mając w wieku 16 lat niecałe metr sześćdziesiąt wzrostu/ brak zarostu, jedyną metodą było robienie wrażenia poprzez współodczuwanie, czyli to co kobiety uwielbiają, a mi przychodzi naturalnie po matczynym wychowaniu. I po kilku próbach się zaprzyjaźniłem z jedną taką, co to Tiamat lubiła i Turbo i w ogóle często wyglądem mogła na piechotę na castle party się wybrać. Tylko że... Ona miała plan i w gruncie rzeczy jej nie tylko przyjaźń w główce, więc mała Gosia z przyjaciółki stała się miłością. Wszystkie punkty słownika osiągnięte, ale nie o czymś takim mówimy. Takie sytuacje zdarzają się nader często przy młodym życia stażu. Według własnych spostrzeżeń, tego typy zachowań mogą się dziać do ćwierćwiecza jednostki przyjacielskiej, choć wyjątków pewnie sporo. Jakkolwiek nie ugryźć, potem jest dużo ciężej. Co mówi mój ulubiony Lew-Starowicz o dojrzałym psychoseksualnie człowieku?

"Dojrzałość psychoseksualna, jako jeden z elementów dojrzałości, osobowości, zawiera w sobie kilka cech:
Zdolność do nawiązywania trwałych więzi uczuciowych z osobami odmiennej płci,
wspólnoty psychicznej, przyjaźni, współpracy.
Samoświadomość płci, seksu oraz zbudowanie swej męskości/kobiecości."

Wszystko ok. gdyby nie to, że profesor w "Seksie partnerskim" wspomina tu o budowaniu relacji, mimo wszystko płciowej i choć zgadzam się co do możliwości wynikających z dojrzałego istnienia, to nam przecież nie o to w dywagacjach. Idziemy dalej - tym razem biologia.

Gen znów za słownikiem:

«odcinek DNA będący jednostką dziedziczenia, decydujący o przekazywaniu poszczególnych cech organizmu zwierzęcego i roślinnego»

A gen jak to mawia Richard Dawkins jest samolubny. Chce przetrwać za wszelką cenę. W przypadku człowieka/ zwierzęcia mówimy o akcie fizycznym. Genotypy nas mobilizują do działania - na pewno nie do przyjaźni w przypadku kobiet i mężczyzn. Pierwszy kozak z brzegu rzuci hasłem ganów altruistycznych czy też krewniaczych, ale to nie to. Dlaczego? Cytując źródło internetowe:

"Wymogiem altruizmu krewniaczego jest dysponowanie przez osobniki wrodzonymi (przekazywanymi genetycznie) mechanizmami rozpoznawania pokrewieństwa - aktywującymi zachowania altruistyczne. Hamilton zaproponował kilka takich wrodzonych mechenizmów mających służyć altruizmowi krewniaczemu:

* Mechanizm bliskości - czyli wrodzona skłonności do zachowań altruistycznych aktywowaną przez bliskość „Jeśli jest blisko, pomóż mu”,. Tak więc zakładając że„blisko” oznacza krewnego mechanizm bliskości pozwala na realizację altruizmu krewniaczego. Mechanizm powyższy może występować u zwierząt zarówno na poziomie stada jak i grupy rodzinnej.

* Mechanizm znajomości - czyli wrodzona skłonność do zachowań altruistycznych aktywowaną zgodną z zasadą: „Jeśli go znasz, pomóż mu” (w tym wypadku „znany” oznacza krewnego). Działa on albo dzięki wdrukowaniu (imprinting) - zjawisku po raz pierwszy zaobserwowanemu przez Konrada Lorenza, albo też dzięki wpływowi bardziej złożonych interakcji społecznych (szczególnie w okresie dzieciństwa - wspólnego wychowywanie się).

* Mechanizm podobieństwa (dopasowania fenotypów) - czyli wrodzona skłonności do zachowań altruistycznych aktywowaną przez podobieństwo na zasadzie: „Jeśli jest podobny, pomóż mu” („podobny” oznacza krewnego)"

Ale z tego możemy wnioskować, tylko wrodzone chęci do pomagania bezwarunkowego, zarówno w rodzinie jak i gromadzie. Gdzie jest gen przyjaźni międzypłciowej? Chyba u gejów.

Przechodzimy więc do socjologii, koncentrując się znowu na szczególe, czyli na memie.
Tym razem wiki:

Mem (od gr. mimesis – naśladownictwo). W memetyce to nazwa jednostki ewolucji kulturowej, analogicznej do genu będącego jednostką ewolucji biologicznej.

* Mem jest jednostką informacji kulturowej zapisanej w mózgu. Jego oddziaływanie jest widoczne dzięki obserwacji efektów socjotypowych.
* Mem jest jednostką informacji zapisanej w mózgu lub na innym nośniku – w książce, na płycie CD, na ulotce reklamowej itd. W tym przypadku pojęcie memu i socjotypu się zlewają.
* Mem jest autonomiczną strukturą neuronalną w mózgu, będącą nośnikiem informacji kulturowej.

Cóż takiego w kulturze mogłoby sprawić byśmy chcieli takiej przyjaźni? Jakie uwarunkowania społeczne mogą przysłużyć się byśmy zdecydowanie chcieli przyjaźni? Oszustwo które na wiele sposobów wytłumaczy "W imię róży". Taka odpowiedź to i być może demagogia, ale prócz władzy, seksu i pieniędzy, tylko relacja mistrz-uczeń mogłaby doprowadzić do pewnego rodzaju przyjaźni opartej na opiece. Ale to nas nie i interesuje, prawda?

Pozostają emocje. Szacunek, mądrość, zaufanie, empatia, rodzaj miłości wreszcie, na której się skupimy.

Wśród wszystkich rodzajów tego uczucia zajmiemy się dwoma: Agape i Philla.

Pierwsza wynika z religii i miłości do Boga. Jak podaje wikipedia "wcześni chrześcijanie uważali, że wobec siebie także powinni okazywać ten rodzaj miłości, dlatego pisarze wczesnochrześcijańscy podkreślali odmienność agape jako miłości braterskiej i siostrzanej od miłości seksualnej"

Już witamy się z gąską? Dupa - nazywanie kogoś bratem, siostrą, wspólne dbanie o siebie i troska - należą do społeczności, nie intymnej relacji opartej na związku przyjaźni.

Philla to tymczasem "miłość platoniczna, wolna od seksu i zmysłowości, przyjacielska, bezinteresowna, lojalna i wierna. Platon w "Uczcie" opisuje historię opowiadaną przez Arystofanesa o bardzo silnej istocie ludzkiej o dwu twarzach, czterech rękach, czterech nogach, plecach i piersiach naokoło, zagrażającej bogom. Zeus znalazł sposób, by, nie zabijając ludzi (jak chcieli inni bogowie), osłabić ich przez przecięcie każdego na dwie połowy. Od tej pory każdy szuka drugiej połowy, a gdy ją znajdzie, druga osoba, choć obca, staje się nagle bliska."

Szukajcie a znajdziecie? Nie zgadzam się. Desygnat ładny, ale ta lojalność w międzypłciowej przyjaźni to coś nie bardzo. Bo kto się tak naprawdę przyjaźni? Najczęściej platonika ma miejsce wśród singli lub osób, które w związkach własnych nie odnajdują się, a więc mamy aberrację - odstępstwo od normy, a my chcemy być normalni i przyjaźń ma trwać.

Słaby argument? Idźmy tropem doświadczeń. Mam przyjaciółkę. Osobę dla której podskakiwałem dla dwa razy większych, przyjeżdżałem ratować od szerszeni w łazience, pomagałem w organizowaniu uśmiechu... Ale wynikało to z tego, że wcześniej tworzyliśmy coś więcej, długo ze sobą mieszkaliśmy potem i wielką cierpliwością obdarzaliśmy swoje wybryki. Wszystko w porządku, gdyby nie to, że dla mnie jest siostrą, której nigdy ja nie pozwolę i ona sobie nie pozwoli na przekraczanie granicy intymności w postaci typowej emocjonalności kobiecej, a i ja z problemem do niej nie zadzwonię. Dlaczego? Bo nie chcę. Ona jest tam i w kluczowych momentach pojawimy się w jednym miejscu, choć nie potrzebuję jej tak, jak potrzebuje się przyjaciela. Platonicznie kocham, ale jako przyjaźń, zdobyta zbyt patologicznie by powtórzyć.

Dlaczego się chcę przyjaźnić w takim razie i z uporem maniaka sam dokonuje zabijania myśli w stosunku do kogoś? Bo nie ma lepszej nauki dla poznawania płci. Bo żadna sympatia nie pokaże Tobie tego, na co zwróci uwagę przyjaciółka. Bo możesz pozwolić sobie na zdecydowany opieprz takiej, gdy zachowuje się tak jak się zachowuje i nie będziesz miał z tego tytułu wojny domowej, a i ona Cię nie urazi gdy zadba o twoje samopoczucie psychiczne, troglodyto. I co ważniejsze a wcześniej przeze mnie pomijane. Czasem chłopcy lubią uzewnętrznić się tak, jak nie mogą tego zrobić nawet przyjacielowi. Wynika to z prostej przyczyny polegającej na społecznych uwarunkowaniach miejsca, jakie zajmuje mężczyzna i tego jakie są wobec niego oczekiwania. A wielu z tych, niby gruboskórnych ma ochotę powiedzieć takie słowa, których spokojnie używają w rozmowach zarówno dziewczęta jak i Ci geje, o których to niebezpiecznie po raz wtóry przypominam (tym samym ta druga część zdania ukazuje właśnie ten męski punkt widzenia). Tego się nie przekazuje z pokolenia na pokolenie bo który ojciec, brat, kuzyn, kolega namówi Cię do przyjaźni z dziewczęciem? Chyba tylko właśnie ten gej.

Dojrzała przyjaźń teoretycznie może się udać. Logicznie na krótko. W praktyce może zdarzyć się wszystko. Z własnego doświadczenia wiem, że jest to trudniejsze od czegokolwiek, bo ta przyjaźń jest wymagająca. Trzeba jej chcieć i ją okazywać, umiejętnie żądać od kobiety zachowań, których ona nie rozumie i vice versa. Ale gdy zrozumie to będziesz szczęściarzem. Choćby na krótko. Dlatego mimo braku jakiejkolwiek przesłanki, która by mnie logicznie przekonywała o istnieniu czegoś co się zdarzyć nie może, chcę.

W artykule pomogali: Lew Starowicz z "seksem partnerskim", Richard Dawkins z "samolubnym genem" mitologia grecka, mity hinduskie, słownik PWN i poczciwa wikipedia. Radość mi sprawisz gdy obalisz me teorie.

ps. Jest duże prawdopodobieństwo, że artykuł z biegiem czasu będzie modyfikowany. Pisany tchem jednym może zawierać błędy, przeinaczenia i bzdury z którymi już jutro się nie zgodzę. Teoria Chaosu/ Instrukcja Kali Jugi.

3 sierpnia 2009

1

Określmy zasady.

Częstotliwość: tygodnik
Zasięg chronologiczny - nieograniczony (źródła)
Zasięg terytorialny - nieograniczony (źródła)
Zasięg językowy - nieograniczony (źródła)

Temat: człowiek, płeć


Abstrakt:


Popularno-naukowa analiza autorska, podejmująca próby komentowania, przedstawiania i przetwarzania treści, dotyczących odniesienia człowieka wobec płci. Dzięki elastycznemu słownikowi, każdy artykuł jest wielokrotnie modyfikowany i powiększany w zależności od pomysłów przychodzących do głowy w najmniej oczekiwanym momencie. Źródłem informacji jest czynna apercepcja, wpierana lekturami naukowymi, popularno - naukowym, beletrystyką, kinematografią, muzyką i gawędziarstwem. Poruszane treści nie obejmuje klauzula poprawności naukowej, z założeniem aktywnej postawy żywego obalania teorii.