Muzyka towarzyszy nam od tysiącleci. Kręci nami w zależności od własnej apercepcji, co oznacza, że się jej uczymy. Przez całe życie. Do tej pory krążą różne teorie na temat jej zasadności w naszym świecie. Pojawiła się też teoria, że muzyka, a w zasadzie jej twórcy/ wykonawcy tworzą ją dla osiągnięcia celu... seksualnego. Ale od początku.
Jako pierwszy pojawił się prawdopodobnie bęben szamański, który dość poważnie został opisany przez mistrza Eliadego. Służył on do wspierania szamana w osiąganiu ekstatycznego lotu do duchów i bogów, piekła i nieba W szczególności na terenach Azji (np. Buriacja) bęben miał bardzo duże znaczenie. Pięknie ilustrowany z naciągniętą skórą kozią (ale także innych zwierząt) wydawał z siebie transowe, jednostajne dźwięki. Z czasem gdy szamani swe ekstatyczne loty wspomagali działaniem różnych substancji (sok z tytoniu, grzyby, marihuana), dźwięki bębna poczęły spełniać bardziej społeczną funkcję, by nie powiedzieć wręcz hedonistyczną. Zaczęło się więc od rytmu, który w dzisiejszych chwilach, ma także niejednokrotnie podstawę w funkcjonowaniu muzyki. Wspomnieć należy, że szamani jak najbardziej w swych rytuałach używali seksualnej symboliki, a wprowadzanie w trans miało w sobie sporą dawkę podziału na płeć.
Największa i najstarsza kolekcja instrumentów pochodzi jak zwykle z Chin (7000 – 6600 p.n.e.). Wyrabiano je z kości, a wśród instrumentów można było spotkać flet. Ale do rzeczy. Skąd teoria o seksualnej potrzebie na muzykę?
Nasza wrażliwość na bodźce, poszukiwanie harmonii, oddechu, ruchu ma świadczyć o napędzaniu libido, zespoleniu dźwięków śpiewanych przez ciała w uniesieniach. Ma dźwięcznie prowadzić na koniec tęczy gdzie nagroda wybucha milionami barw i wrażeń. Na nici pięknych wrażeń, odróżniających nas od zwierząt. Założenie łatwe do obalenia, gdy założyć jak bardzo religia wiele wspólnego miała z dźwiękami. Na szczęście z wypiekiem na twarzy można śledzić kulturalne życie starożytnej Grecji i Rzymu, gdzie nuty teatru i ulicznych 'bardów' – robiły wrażenie na wszystkich. Było te występy na tyle prawdziwe, że jeśli na greckiej scenie aktor umierał, to tak się działo naprawdę, choć pomników więcej wystawił sobie Horacy. Artyzm był święty i pożądany. Z pomocą też przychodzi dziś współczesna animacja (o źródle komiksowym), przypominając w dziele Rene Goscinnego, postać „trubadura”, który przez swą wrażliwość nigdy nie miał poklasku u wojowników, ale... był potrzebny. Do czego? Dziewczęta! Pierwszy człowiek-orkiestra, dworski, miał uspokajać mecenasa i wprowadzać w drżenie kobiety by do końca nie ześwirowały wśród tych wiecznie przepoconych agresją barbarzyńców :) Żartobliwie rzecz ujmując oczywiście. Seksualne tańce były także części kultu Dionizosa co z dodatkiem zakrapianym winem, budzi dość jednoznacze skojarzenia. W biblii najstarszy taniec wykonał król Dawid przy Arce przymierza.
Przenosimy się do Egiptu gdzie ładniej połączymy teorię religijną z seksualną. Kult Bogini Izydy, siostry Ozyrysa, a zarazem jego żony będzie naszym tropem. To dla niej powstał taniec brzucha, mający tak naprawdę niewiele ruchów tej części ciała swoją drogą. Liczyły się te części ciała, które mężczyzn kręcą od zawsze czyli biodra i biust. I co ważniejsze, nasze wyobrażenie wyglądu tancerki, także jest mocno nadszarpnięte, bo te nie używały błyszczących cekinów, ale w zakrywających całe ciało sukniach. To musiał być widok!
Historie średniowiecznych trubadurów poniekąd znamy. Łaził taki z gitarą najczęściej, rozpraszając dziewki w okolicy, co do dziś jest marzeniem niejednej, by taki pod oknem zanucił wyznanie. Oczywiście pieśni w dalszym ciągu miały bogaty wymiar religijny, ale ten już wymiar opuszczamy. Przez Barok i Romantyzm też przemkniemy cichcem, pozostawiając w spokoju Bacha , Handela, Czajkowskiego i Bethovena. To co się stało z nami zatrważającego, pojawiło się w pięknym XX wieku. Era bitników zapowiadała nadejście rewolucji seksualnej. Do dziś wymienia się szereg czynników mających wpływ na niemal ogólnoświatowy bunt. Wielce zasłużył się tu także Timothy Leary, który rozpropagował LSD wśród studentów. Wszyscy mieli więc z górki, a taniec brzucha nieświadomie pokazał swoją wartość w świecie współczesnym. Jak porównać indyjską tancerkę, trubadura i dja? Ta pierwsza wiedziała co ma zrobić z ciałem, ten drugi wiedział co zrobić z głosem i instrumentem, a ten trzeci już nic nie musi wiedzieć, bo beatlesi pokazali do czego potrafią doprowadzić dziewczęta dotykając je brzmieniem basu i jednoznaczną piosenką. Skubane mdlały na koncertach i pokazały jak zrzucić stanik bez ściągania koszulki. Kwartet w swoim krótkim czasie istnienia na mapie ludzkiej muzyki wywindował seks do poziomu, który utrzymuje się do dziś. A ja do dziś się zastanawiam jak oni wtedy zrobili kawałek, do którego remiks chemical brothers ściąga swoje tantiemy.
Przy współczesnej muzyce elektronicznej już nic nie trzeba mówić. Jest to zwyczajnie czysta seksualność sprawiająca wszystkim radość. Każdy/ każda może mówić o tańczy będącym czystą przyjemnością, ale takie to ja znam i to w jaki sposób tańczą często prowadzi do myśli w mej głowie by takie ruchy całkowicie zakazać. Muzycy i aktorzy (tak jak w Antyku muzyka i teatr!), mają „wieczne” życie seksualne dzięki swej profesji. Na całym świecie te brudne tańce zawsze będą się podobnie kojarzyć. Bity z ruchem bioder, taniec w parze z romantyczną bliskością w harmonii. Muzyka z miłości.
ps. Ten artykuł jest rozwojowym i dopiero zaczątkiem dla wykazania nas jako wiecznie tańca pragnących przy odpowiedniej muzyce. Bibliografię uzupełnię przy okazji.
Jako pierwszy pojawił się prawdopodobnie bęben szamański, który dość poważnie został opisany przez mistrza Eliadego. Służył on do wspierania szamana w osiąganiu ekstatycznego lotu do duchów i bogów, piekła i nieba W szczególności na terenach Azji (np. Buriacja) bęben miał bardzo duże znaczenie. Pięknie ilustrowany z naciągniętą skórą kozią (ale także innych zwierząt) wydawał z siebie transowe, jednostajne dźwięki. Z czasem gdy szamani swe ekstatyczne loty wspomagali działaniem różnych substancji (sok z tytoniu, grzyby, marihuana), dźwięki bębna poczęły spełniać bardziej społeczną funkcję, by nie powiedzieć wręcz hedonistyczną. Zaczęło się więc od rytmu, który w dzisiejszych chwilach, ma także niejednokrotnie podstawę w funkcjonowaniu muzyki. Wspomnieć należy, że szamani jak najbardziej w swych rytuałach używali seksualnej symboliki, a wprowadzanie w trans miało w sobie sporą dawkę podziału na płeć.
Największa i najstarsza kolekcja instrumentów pochodzi jak zwykle z Chin (7000 – 6600 p.n.e.). Wyrabiano je z kości, a wśród instrumentów można było spotkać flet. Ale do rzeczy. Skąd teoria o seksualnej potrzebie na muzykę?
Nasza wrażliwość na bodźce, poszukiwanie harmonii, oddechu, ruchu ma świadczyć o napędzaniu libido, zespoleniu dźwięków śpiewanych przez ciała w uniesieniach. Ma dźwięcznie prowadzić na koniec tęczy gdzie nagroda wybucha milionami barw i wrażeń. Na nici pięknych wrażeń, odróżniających nas od zwierząt. Założenie łatwe do obalenia, gdy założyć jak bardzo religia wiele wspólnego miała z dźwiękami. Na szczęście z wypiekiem na twarzy można śledzić kulturalne życie starożytnej Grecji i Rzymu, gdzie nuty teatru i ulicznych 'bardów' – robiły wrażenie na wszystkich. Było te występy na tyle prawdziwe, że jeśli na greckiej scenie aktor umierał, to tak się działo naprawdę, choć pomników więcej wystawił sobie Horacy. Artyzm był święty i pożądany. Z pomocą też przychodzi dziś współczesna animacja (o źródle komiksowym), przypominając w dziele Rene Goscinnego, postać „trubadura”, który przez swą wrażliwość nigdy nie miał poklasku u wojowników, ale... był potrzebny. Do czego? Dziewczęta! Pierwszy człowiek-orkiestra, dworski, miał uspokajać mecenasa i wprowadzać w drżenie kobiety by do końca nie ześwirowały wśród tych wiecznie przepoconych agresją barbarzyńców :) Żartobliwie rzecz ujmując oczywiście. Seksualne tańce były także części kultu Dionizosa co z dodatkiem zakrapianym winem, budzi dość jednoznacze skojarzenia. W biblii najstarszy taniec wykonał król Dawid przy Arce przymierza.
Przenosimy się do Egiptu gdzie ładniej połączymy teorię religijną z seksualną. Kult Bogini Izydy, siostry Ozyrysa, a zarazem jego żony będzie naszym tropem. To dla niej powstał taniec brzucha, mający tak naprawdę niewiele ruchów tej części ciała swoją drogą. Liczyły się te części ciała, które mężczyzn kręcą od zawsze czyli biodra i biust. I co ważniejsze, nasze wyobrażenie wyglądu tancerki, także jest mocno nadszarpnięte, bo te nie używały błyszczących cekinów, ale w zakrywających całe ciało sukniach. To musiał być widok!
Historie średniowiecznych trubadurów poniekąd znamy. Łaził taki z gitarą najczęściej, rozpraszając dziewki w okolicy, co do dziś jest marzeniem niejednej, by taki pod oknem zanucił wyznanie. Oczywiście pieśni w dalszym ciągu miały bogaty wymiar religijny, ale ten już wymiar opuszczamy. Przez Barok i Romantyzm też przemkniemy cichcem, pozostawiając w spokoju Bacha , Handela, Czajkowskiego i Bethovena. To co się stało z nami zatrważającego, pojawiło się w pięknym XX wieku. Era bitników zapowiadała nadejście rewolucji seksualnej. Do dziś wymienia się szereg czynników mających wpływ na niemal ogólnoświatowy bunt. Wielce zasłużył się tu także Timothy Leary, który rozpropagował LSD wśród studentów. Wszyscy mieli więc z górki, a taniec brzucha nieświadomie pokazał swoją wartość w świecie współczesnym. Jak porównać indyjską tancerkę, trubadura i dja? Ta pierwsza wiedziała co ma zrobić z ciałem, ten drugi wiedział co zrobić z głosem i instrumentem, a ten trzeci już nic nie musi wiedzieć, bo beatlesi pokazali do czego potrafią doprowadzić dziewczęta dotykając je brzmieniem basu i jednoznaczną piosenką. Skubane mdlały na koncertach i pokazały jak zrzucić stanik bez ściągania koszulki. Kwartet w swoim krótkim czasie istnienia na mapie ludzkiej muzyki wywindował seks do poziomu, który utrzymuje się do dziś. A ja do dziś się zastanawiam jak oni wtedy zrobili kawałek, do którego remiks chemical brothers ściąga swoje tantiemy.
Przy współczesnej muzyce elektronicznej już nic nie trzeba mówić. Jest to zwyczajnie czysta seksualność sprawiająca wszystkim radość. Każdy/ każda może mówić o tańczy będącym czystą przyjemnością, ale takie to ja znam i to w jaki sposób tańczą często prowadzi do myśli w mej głowie by takie ruchy całkowicie zakazać. Muzycy i aktorzy (tak jak w Antyku muzyka i teatr!), mają „wieczne” życie seksualne dzięki swej profesji. Na całym świecie te brudne tańce zawsze będą się podobnie kojarzyć. Bity z ruchem bioder, taniec w parze z romantyczną bliskością w harmonii. Muzyka z miłości.
ps. Ten artykuł jest rozwojowym i dopiero zaczątkiem dla wykazania nas jako wiecznie tańca pragnących przy odpowiedniej muzyce. Bibliografię uzupełnię przy okazji.

.jpg)









