4 września 2009

6


seks czyli na zdrowie

Kilka pytań ostatnio mi zadano w temacie bloga. A po co mi i dlaczego albo że czemu w taki sposób. Odpowiedź jest prosta. Esencją życia jest życie. Życie, które następnie przekazujemy innym i chcemy to zrobić jak najlepiej. Przekazywanie sobie genów jest głównym czynnikiem, dzięki któremu natura nie poskąpiła nam różnych rozwiązań, decydujących o tym że się nam chce. Tym razem więc kilka słów o potrzebach. Chrześcijaństwo próbowało zabijać teorię "fajności" seksu, ba! Nawet starano się byśmy w ogóle postrzegali fakt miłości partnerskiej tylko przez pryzmat rodziny, a fizyczne przywiązanie postrzegali w złym świetle. I jak to z zakazami bywa, w końcu pojawili się rewolucjoniści, którzy swym zachowaniem sprawili więcej kontrowersji, niż cały ten zakaz był wart. Mowa o libertynach, których Markiz De Sade opisał w tak cudownie hardkorowy sposób, że każdemu normalnemu człowiekowi włos tylko, dęba stanie. Po lekturze "Justyny" markiza, potrzebowałem kilku chwili wytchnienia zanim doszedłem do siebie. A można było normalnie - i prorodzinnie i proseksulanie. Bo seks to zdrowie! I psychiczne i fizyczne samopoczucie, sprawiające lepszą kondycję, poprawioną nastawienie antystresowe, gładszą skórę i lśniące włosy. A ta Ci tu zaraz powie że ją głowa boli. No cholera jasna! Gorszej wymówki nie ma, bo seks stanowczo Cię z bólu głowy uleczy, tak jak i mnie niegdyś z bólu zęba. Na szczęście nie wszystkie kultury świata podejmował ten temat w taki sposób jak chrześcijanie. Chińscy Taoryści widzieli w miłości fizycznej tylko i wyłącznie zdrowie. Sokrates twierdził, że kobietom pomaga w uniknięciu chorób psychicznych i zgadzam się z nim w całej rozciągłości :) Z kolei moja ulubiona lektura swojego czasu dotyczyła miłości tantrycznej, miłości skupionej na seksualnej empatii i chęci tyleż dawania, co odczuwania z podarków przyjemności. Niestety Tantra to cała kultura, sprawiająca, że przeciętny Europejczyk, równie dobrze może próbować mahometanizmu, choć to już łatwiej. Dlatego też próbuje ostatnio kontrolować własny organizm, oddychaniem tai-chi. Nie wiem co z tego wyniknie, ale raczej chory od tego nie będe. Z przykrością się jednak stwierdza, że o ile u mężczyzn popęd jest zauważalny bardzo łatwo, a to dzięki kochanemu testosteronowi, to u kobiet estrogen się różnie zachowuje. A zaczyna się już w ogóle fatalnie gdy zastosuje się seksualną absencję. No i moje wy wszystkie kochane! Męskie nasienie ma na Was także zbawienny wpływ! Ale żeby nie smucić, przedstawiam listę rzeczy, które osiągniecie dzięki tym strasznym zwierzęcym instynktom:

Kochając się:

- pozwalamy rozpieprzyć w mak drobny negatywne emocje
- nasz sen jest dłuższy i głębszy
- działamy na siebie odmładzająco i przeciwzmarszczkowo (o wiele lepiej niż krem którego jesteś warta)
- odchudzamy się (wzięłaś to pod uwagę mała? ato nawet do 800 kalorii, gdy partner wie co robi)
- poprawiasz ukrwienie ust (stają się większe, jędrniejsze i mają zdecydowanie intensywniejszy kolor)
- twoje włosy zaczynają lśnić(działanie hormonów wzrostu)
- usprawniasz pracę serca i krążenie krwi
- regulujemy miesięczny cykl, łagodzisz pms i skutki menopauzy(męskie hormony zawarte w nasieniu wpływają na regulację estrogenów)
- pomagasz znikać krostom i wypryskom (nigdy nie miałem, ale potwierdzam, wśród dziewcząt)
- dostajemy środek przeciwbólowy, choć i tak nie uwierzysz
- wyzwalasz produkcję hormonów szczęścia, tych samych co podczas zakochania się i jeszcze kilku innych
- Dodajesz sobie energii życiowej, odwagi i poprawia swoją własną samoocenę
- zwiększa wiarę w siebie, akceptacja ciała w ramionach chłopca to terapia jedna z lepszych
- zapobiegasz wahaniom nastroju i depresjom, czyli wiwat Sokrates!
- relaksujesz się i odprężasz (szczególnie mężczyźni zaraz po)
- i regulujesz gospodarkę hormonalną (co szybko zauważymy gdy trafisz na dzień z silnym popędem)

Ten wpis jest znów dedykowany dziewczętom, ale ucinam spekulację jakobym był waszym przyjacielem, co też się pojawiło w pytaniach. JAk Was nie rozumiałem tak nie rozumiem. Czasem tylko uśmiechnę się pod nosem, ale ta wiedza to tylko świadoma płci zabawa.

ps. Ostatnio świat mocno zawirował i posty mogą nie być tak upstrzone bibliografią jak ten, który wynika bardziej z zapamiętanych rzeczy i kilku poprawek z czasopism, które wczoraj mi do ręki wpadły, jak stara Wyborcza, lektura "Drogi karmy, ścieżki Dharmy", lekcje polskiego i opowiadania psychlogo-przyjaciela, które to wraz z głosem bliskiej mi osoby narzuciły temat zdrowia psychicznego.

Zdrowych łykendów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz