24 maja 2010

16

Niemal pełnoletni ten post. Wciąż czasu brakuje na myśli dokumentowalne myślami innymi, wiarygodnymi, ale świadomością lubię się dzielić. Czasem sam się podglądam z boku, myśląc dlaczego coś może się podobać, a dlaczego wręcz przeciwnie.



Komunikacja.

Będąc osobą żyjącą w różnych społecznościach, różnie się zachowuję i jeszcze różniej bywam określany. Pozostając w tematyce mówi się niekiedy, że potrafię słuchać i komunikować się z dziewczętami. Nie zawsze jestem przekonany o prawdziwości takich opinii, bo i samą komunikację odbieram jako czytanie książek przez wielu czytelników. Każdy słowo odbiera wg swojej własnej definicji. Własnego słownika pojęciowego i skojarzeń. Jest to swoista synestezja (np. wyobrażenie sobie dźwięku jako kształtu, koloru itp), która powoduje odmienne odbieranie znaczeń. Dziś porozmawiałem sobie chwilę z koleżanką, pożartowałem w swoim zwyczajowo seksualnym usposobieniu i spotkała mnie niespodziewana reakcja. Pytając następnie o powód takiej nie innej odpowiedzi, otrzymałem srogą ripostę w postaci informacji o zachowaniu grubiańskim, złośliwym czy wręcz chamskim. Próba wyjaśnienia nieporozumienia na nic się zdała dostając dodatkowo linijkę o tym, że ona "poczeka aż mi przejdzie". Przepraszanie na nic się zdało! :)

Jako zadeklarowany fan teorii chaosu, potwierdziłem swą regułę, że porozumieć możesz się z każdym, poderwać dziewczynę możesz na miliardy sposobów, znaleźć czuły punkt na ciele człowieka możesz jeszcze łatwiej. Co ciekawsze dowiedziałem się też od innej z kolei koleżanki, że trudno się odnieść do zrozumienia tego kim jestem. Lubię wszystkich i jest w tym podobno coś podejrzanego, a jest to przecież filozofia stara jak religie świata. Nie warto. Jakim prawem miałbym poświęcać cud największy jakim jest nasz organizm, na spalanie szarych komórek stresem? Przez lata doświadczeń na poziomach przeróżnych, uczyłem się w jaki sposób zwiększać tolerancję na problemy. Niestety większa tolerancja bierze się z większej ilości problemów. Choć do spokojnych ludzi nie należę i potrafię wyzwolić w sobie kilkunastosekundową furię, w dalszym ciągu uważam, że recepty na spokój w komunikacji międzypłciowej nigdy nie osiągniemy. Jeśli będziesz spełniał wszystkie oczekiwania strony drugiej, to nie zapewnisz jej szczęścia. Nie jest prawdą, że ułożone scenariusze życia o jakich się słyszy wśród kobiet, są remedium na zapewnienie stabilności emocjonalnej w porozumieniach. To jest nieporozumienie wręcz :) Dlatego ideałów nie ma. Jest to słowo, które w matematyce nazwalibyśmy zerem spoglądającym na liczby urojone, które swoją drogą są obliczalne, choć być ich nie powinno.

Bądź człowiekiem. Nie zapominaj, że nim jesteś. Nie zapominaj że inni ludzie to ludzie. To jest piękno świata, o którym zapominamy.

15 marca 2010

15

Od zmian może w głowie się zakręcić, ale te akurat ja bardzo lubię. Zmieniamy nieco zasady blogowania. Wrodzone lenistwo do opisywania szczegółów przerosło chęci na dzielenie się każdą wiedzą wysłuchaną, przeczytaną i obejrzaną. Po prawdzie będe starał się pisać artykuły zgodnie z klasyką pisania naukowego, ale sporo też pojawi się bieżącego myślenia o własnych doświadczeniach.

Ostatni łikend zadziwił mnie bardziej niż wiele podobnych, gdzie realizowałem swoje własne potrzeby zwyczajnego hedonisty. W moim ukochanie niewygodnym łóżku, przez serię przypadków w teorii chaosu znalazła się kobieta o najpiękniejszych walorach swojej płci, jakie tylko mogłem sobie wyobrażać. Gdy patrzysz na zdjęcia wakacyjnych widoków, robionych przez znajomych, to nigdy nie poczujesz tego uczucia zapierającego dech w piersiach, dopóty, dopóki sam w tym miejscu nie staniesz. Może Cię kręcić zdjęcie modela/ modelki, ale całkiem odmienne wrażenia estetyczne pojawią się dopiero, gdy usiądziesz obok i skorzystasz z dobrodziejstw zmysłów pięciu.

Nie o przechwałkach tu jednak. Prócz uczucia szczęśliwca - mającego do czynienia z najpiękniejszym, królewskim, jędrnym przepięknie, symetrycznym i naturalnie aż do obrzydzenia, ślicznym biustem, idealnym tyłkiem wziętym wprost z edytora grafiki, doskonałą linią pleców ukazującą drogę ewolucji jaką przeszła kobieta by stać się najseksowniejszym marzeniem samczym, hebanową skórą ze znikomymi śladami osłabionych depilacją włosów na udach - stało się coś innego, za co normalnie powinno się dostać order. Medal moralnej wstrzemięźliwości bądź order głupoty.

Skracając uniesienia estetyczne...Znam prawdopodobnego chłopca tejże, który w prywatnym odczuciu nie jest jest idealnym, ale jest. Przy świadomości powiedzmy relatywnej znajomości obojga, nie doprowadziłem ani jej do ewentualnych kaców moralnych, ani jego do poroża prześlicznego, ani siebie do naturalnego w takich sytuacjach, szczytowania stulecia. Dziwniejsze, że tylko pomny doświadczenia, jakie mogą wiązać się z tym emocje u każdego z tej trójki. Kilkanaście godzin spędzonych z taką miss i wypuszczenie jej wolno, sprawiło chwilę potem bardzo mocne puknięcie się w czoło, ale i myśl o tym, że człowiek jest najdziwniej działającą jednostką rozumną.

Jeśli elementem głównym życia jest ono samo w sobie, to natura w tej chwili musiała zmuszona rozłożyć bezradnie ręce, przy takim zachowaniu homo-celibatus. Być może gdyby była to osoba najzupełniej mi obca, nie zastanawiałbym się ani chwilę. Gdyby ten dzień przydarzył się 5 lat temu też bym nie odpuścił (a chwilę potem byłbym po uszy zakochany i biegał za nią jak tygrysek za łanią, aż ta by się zmęczyła). Starzeje się albo zwariowałem do reszty w ciągu ostatniego miesiąca.
Ciebie maluchu oraz połączenia genów, tworzących z Ciebie dzieło sztuki natury, na długo zostawię w pamięci. Chłopcze swojej sympatii - Ty się ogarnij, bo za słabo Ci idzie. Piszący te słowa z kolei - nie poświęci więcej Wam czasu. Powodzenia nam wszystkim :)

8 marca 2010

14

You don't have a clue
What it is like to be next to you
I'm here to tell you
That it is good
That it is true

Birds singing a song
Old paint is peeling
This is that fresh
That fresh feeling

Words can't be that strong
My heart is reeling
This is that fresh
That fresh feeling

Try
Try to forget what's in the past
Tomorrow is here
Love,
Orange sky above lighting your way
There's nothing to fear

Birds singing a song
Old paint is peeling
This is that fresh
That fresh feeling

Words can't be that strong
My heart is reeling
This is that fresh
That fresh feeling

Some people are good
Babe in the 'hood
So pure and so free
I'd make a safe bet
You're gonna get whatever you need


Nie tylko w taki dzień winno się odczuwać takie emocje, jak w kultowym "prawdziwym romansie", Scotta. Uzmysłowiłem sobie, podczas trwania dzisiejszego święta (będącego schedą po socjalistkach i protestujących Rosjankach xx wieku, swoją drogą), jak wielką rolę gracie dziewczęta w moim życiu. Różnice nas dzielące to najstarszy fetysz, jakim życie nas z gracją obdarzyło. Pokochanie tej przestrzeni i szukanie w niej trybów, mogących się na nieskończonym rachunku prawdopodobieństwa (albo nieprawdopodobieństwa) zazębić, owocować może swobodą w czerpaniu przyjemności z tego fetyszu. Przeolbrzymim szczęściem jest, mieć obok siebie tyle bliskich kobiet, gdzie przy każdej z nich, inne tryby porozumienia intymnego, powodują burzę pomysłów, zachowań i improwizacji, kierowanej chęcią spijania właśnie tej przestrzeni, w której chłopcy są albo bardzo duzi, albo nieprawdopodobnie mali. I to tylko wy, księżniczki, możecie właśnie takie kontrasty powodować. W ciągu trwania chwili. Bardzo za to dziękuję :)

4 lutego 2010

13

Przeczytałem ostatnio zdanie, które ukierunkowało moje najbliższe postanowienia i przyczyniło się do kolejnego posta. Sprawa o internecie oraz zasadności pobudzania emocjonalnego: "Najważniejszym celem Sieci jest wspieranie i ulepszanie naszego sieciowego istnienia w świecie. Jesteśmy częścią rodzin, związków i firm. Budujemy zaufanie na mile i nieufność wobec tego, co za rogiem."

Nie to jednak będzie sednem. Rzecz bowiem w tym, aby gonić króliczka, ale nie łapać. Flirt!



Będąc dzieckiem denerwowali mnie tylko dorośli. Sprośnością swą, którą uważałem na równi obrzydliwą jak śledzie. Z biegiem lat przekonałem się i do jednego i do drugiego. Od jakiegoś czasu toczę bój z koleżanką w temacie sieciowego randkowania. Tłumacząc zabieganie ze zmęczeniem uznaje sieć jako wygodny środek zaspokojenia, co zdaje się być rozwiązaniem. Od siebie dodałbym: "bo możliwym". Sięgając w mniejszym stopniu wgląb zagadnienia, odnajdziemy zasadniczą różnicę w działaniu serotoniny na człowieka podczas poznawania drugiej osoby. Zatrzymajmy się na tym, co w dzieciństwie przeszkadzało mi u dorosłych - zapewnianie sobie nastroju błogiego szczęścia biorącego się ze zwyczajnego flirtowania.
Nie posiadam niestety pod ręką encyklopedii erotyki Starowicza, którą czyta się jak popularno-naukową powieść przygodową, acz spójrzmy na to, w jaki sposób elektronicznie ograniczamy przyjemność własną i możliwość oceny:

* kontakt wzrokowy
* okazjonalny dotyk
* sygnały takie jak dotykanie swych włosów
* przekazywanie i odbieranie liścików, wierszy, wybranych utworów muzycznych lub ich słów
* droczenie się (tj. przyjacielskie drażnienie drugiej osoby)
* mruganie oczyma.


Burząc linearność artykułu, przypominam sobie, jak bardzo kruchym lodem jest ściganie króliczka. Dwa razy dałem się złapać na złym oglądzie i dwa razy poczułem, że niewłaściwie odebrałem przekaz. Dziś zrozumiałem dopiero, że postępowałem tak grzecznie, że każdy testosteroniarz, uznałby mnie za opanowanego właściciela przyrodzenia. Po kolei:

1. Kontakt wzrokowy.

Z czym kojarzy Ci się wyrażenie "powłóczyste spojrzenie"? Ja mam dwa. Teksty czasopism kobiecych oraz kosmetyki (damskie oczywiście). Mniej by romansów i nieporozumień było, gdyby nie tusz do rzęs i cień do powiek. Kobieta ustosunkowana flirtem, tak jak mężczyzna zresztą, ma rozszerzone źrenice, które przy tym całym chemicznym zamieszaniu wokół nich, powoduje, że gość już jest nastawiony prokreacyjnie. Przeglądnąłem kilka damskich porad na temat flirtowania i oto częsty wynik: Spotykając mężczyznę np. w sklepie, spójrz mu prosto w oczy, niby przelotnie. Nieważne jakie odniesiesz wrażenie, z jego reakcji. Po kilku sekundach zrób to ponownie, on już nabierze podejrzeń. Za trzecim razem, domyślny podejdzie. Ot filozofia. Moim problemem jest że widzę to pierwsze. Przy drugim, już nie mam szans :). To co wyczytasz w durnym kosmo, jest proste jak gospodarka hormonów płciowych mężczyzny. I tu nawet zniekształcające kobietę czasopismo, mówi prawdę...

2. Okazjonalny dotyk

Tu chciałem wkleić link z serialu 'friends' gdzie joey, zostaje szybko uwiedziony przez rachel w restauracji. za pomocą dotyku właśnie. Nie trzeba zbyt wiele dotyku mężczyźnie by czuł, że jest w miejscu w którym być powinien. Zdarzało mi się czuć zdezorientowanym, po sposobie kontaktu. I wysnuję tu dość kontrowersyjną teorię, że częściowo przemoc wobec kobiet, może brać się z niewłaściwego sygnału kobiety, łamanego przez niewłaściwy odbiór przez mężczyznę. Sam traktuję zmysł dotyku jako najmocniejszy element wydzielania endorfin.

3. Dotykanie swoich włosów

Tu wikipedia i słowniki we własnym odczuciu generalizują. Zdarza się, że kobiety po prostu o tym wiedzą. Na różny sposób się miziają bezwiednie i sporo tych znaków, by je jednoznacznie ocenić. Z braku przygotowania merytorycznego. nie podejmę tematu.

4 i 5 należą już do zaawansowanej gry i współczesne metody, a w tym względzie internet, pozwalają na tak szeroki wachlarz interpretacji, że trudno to określić jednoznacznie.

Mruganie, kojarzy mi się już tylko z zakochanym kundlem disneya :)

A do czego zmierzałem? Flirt może być świadomą zajawką zwierzęcej rui, bądź napędzającą szczęście zabawą, podtrzymującą poczucie własnej wartości i to jest w nim najważniejsze. Bardzo ważne. Zabawa kończy się gdy zauważasz, że chcesz króliczka złapać. Idziesz wtedy na wojnę, której bitew możesz stoczyć kilka jak i nieskończenie wiele. Albo wygrasz, albo ze spokojem odejdziesz, albo w najgorszym przypadku, będziesz czuł się źle czytelniku. Tylko opanowanie, gdy za daleko.

Internet pozwala na uproszczenie procedury, ale pożera mnóstwo czasu i często prowadzi do rozczarowań. Łatwiej jest w sklepie na rogu czy podwójnym orczyku na stoku narciarskim. Oczywiście możliwe jest wszystko, nawet to, że klikniesz "yes" na AYI facebooka, bądź przyflirtujesz tam, gdzie normy zachowań, podpowiadają że nie powinieneś z uwagi na niepisane zasady. To przecież wszystko dla Twojej przyjemności...



ps. obiecuje, że przygotowywany materiał od dłuższego czasu, będzie opierał się, na konkretnych badaniach :)

21 grudnia 2009

12





Muzyka towarzyszy nam od tysiącleci. Kręci nami w zależności od własnej apercepcji, co oznacza, że się jej uczymy. Przez całe życie. Do tej pory krążą różne teorie na temat jej zasadności w naszym świecie. Pojawiła się też teoria, że muzyka, a w zasadzie jej twórcy/ wykonawcy tworzą ją dla osiągnięcia celu... seksualnego. Ale od początku.

Jako pierwszy pojawił się prawdopodobnie bęben szamański, który dość poważnie został opisany przez mistrza Eliadego. Służył on do wspierania szamana w osiąganiu ekstatycznego lotu do duchów i bogów, piekła i nieba W szczególności na terenach Azji (np. Buriacja) bęben miał bardzo duże znaczenie. Pięknie ilustrowany z naciągniętą skórą kozią (ale także innych zwierząt) wydawał z siebie transowe, jednostajne dźwięki. Z czasem gdy szamani swe ekstatyczne loty wspomagali działaniem różnych substancji (sok z tytoniu, grzyby, marihuana), dźwięki bębna poczęły spełniać bardziej społeczną funkcję, by nie powiedzieć wręcz hedonistyczną. Zaczęło się więc od rytmu, który w dzisiejszych chwilach, ma także niejednokrotnie podstawę w funkcjonowaniu muzyki. Wspomnieć należy, że szamani jak najbardziej w swych rytuałach używali seksualnej symboliki, a wprowadzanie w trans miało w sobie sporą dawkę podziału na płeć.

Największa i najstarsza kolekcja instrumentów pochodzi jak zwykle z Chin (7000 – 6600 p.n.e.). Wyrabiano je z kości, a wśród instrumentów można było spotkać flet. Ale do rzeczy. Skąd teoria o seksualnej potrzebie na muzykę?

Nasza wrażliwość na bodźce, poszukiwanie harmonii, oddechu, ruchu ma świadczyć o napędzaniu libido, zespoleniu dźwięków śpiewanych przez ciała w uniesieniach. Ma dźwięcznie prowadzić na koniec tęczy gdzie nagroda wybucha milionami barw i wrażeń. Na nici pięknych wrażeń, odróżniających nas od zwierząt. Założenie łatwe do obalenia, gdy założyć jak bardzo religia wiele wspólnego miała z dźwiękami. Na szczęście z wypiekiem na twarzy można śledzić kulturalne życie starożytnej Grecji i Rzymu, gdzie nuty teatru i ulicznych 'bardów' – robiły wrażenie na wszystkich. Było te występy na tyle prawdziwe, że jeśli na greckiej scenie aktor umierał, to tak się działo naprawdę, choć pomników więcej wystawił sobie Horacy. Artyzm był święty i pożądany. Z pomocą też przychodzi dziś współczesna animacja (o źródle komiksowym), przypominając w dziele Rene Goscinnego, postać „trubadura”, który przez swą wrażliwość nigdy nie miał poklasku u wojowników, ale... był potrzebny. Do czego? Dziewczęta! Pierwszy człowiek-orkiestra, dworski, miał uspokajać mecenasa i wprowadzać w drżenie kobiety by do końca nie ześwirowały wśród tych wiecznie przepoconych agresją barbarzyńców :) Żartobliwie rzecz ujmując oczywiście. Seksualne tańce były także części kultu Dionizosa co z dodatkiem zakrapianym winem, budzi dość jednoznacze skojarzenia. W biblii najstarszy taniec wykonał król Dawid przy Arce przymierza.


Przenosimy się do Egiptu gdzie ładniej połączymy teorię religijną z seksualną. Kult Bogini Izydy, siostry Ozyrysa, a zarazem jego żony będzie naszym tropem. To dla niej powstał taniec brzucha, mający tak naprawdę niewiele ruchów tej części ciała swoją drogą. Liczyły się te części ciała, które mężczyzn kręcą od zawsze czyli biodra i biust. I co ważniejsze, nasze wyobrażenie wyglądu tancerki, także jest mocno nadszarpnięte, bo te nie używały błyszczących cekinów, ale w zakrywających całe ciało sukniach. To musiał być widok!

Historie średniowiecznych trubadurów poniekąd znamy. Łaził taki z gitarą najczęściej, rozpraszając dziewki w okolicy, co do dziś jest marzeniem niejednej, by taki pod oknem zanucił wyznanie. Oczywiście pieśni w dalszym ciągu miały bogaty wymiar religijny, ale ten już wymiar opuszczamy. Przez Barok i Romantyzm też przemkniemy cichcem, pozostawiając w spokoju Bacha , Handela, Czajkowskiego i Bethovena. To co się stało z nami zatrważającego, pojawiło się w pięknym XX wieku. Era bitników zapowiadała nadejście rewolucji seksualnej. Do dziś wymienia się szereg czynników mających wpływ na niemal ogólnoświatowy bunt. Wielce zasłużył się tu także Timothy Leary, który rozpropagował LSD wśród studentów. Wszyscy mieli więc z górki, a taniec brzucha nieświadomie pokazał swoją wartość w świecie współczesnym. Jak porównać indyjską tancerkę, trubadura i dja? Ta pierwsza wiedziała co ma zrobić z ciałem, ten drugi wiedział co zrobić z głosem i instrumentem, a ten trzeci już nic nie musi wiedzieć, bo beatlesi pokazali do czego potrafią doprowadzić dziewczęta dotykając je brzmieniem basu i jednoznaczną piosenką. Skubane mdlały na koncertach i pokazały jak zrzucić stanik bez ściągania koszulki. Kwartet w swoim krótkim czasie istnienia na mapie ludzkiej muzyki wywindował seks do poziomu, który utrzymuje się do dziś. A ja do dziś się zastanawiam jak oni wtedy zrobili kawałek, do którego remiks chemical brothers ściąga swoje tantiemy.




Przy współczesnej muzyce elektronicznej już nic nie trzeba mówić. Jest to zwyczajnie czysta seksualność sprawiająca wszystkim radość. Każdy/ każda może mówić o tańczy będącym czystą przyjemnością, ale takie to ja znam i to w jaki sposób tańczą często prowadzi do myśli w mej głowie by takie ruchy całkowicie zakazać. Muzycy i aktorzy (tak jak w Antyku muzyka i teatr!), mają „wieczne” życie seksualne dzięki swej profesji. Na całym świecie te brudne tańce zawsze będą się podobnie kojarzyć. Bity z ruchem bioder, taniec w parze z romantyczną bliskością w harmonii. Muzyka z miłości.


ps. Ten artykuł jest rozwojowym i dopiero zaczątkiem dla wykazania nas jako wiecznie tańca pragnących przy odpowiedniej muzyce. Bibliografię uzupełnię przy okazji.

27 listopada 2009

11


ChippenDales - znani jako mężczyźni tańczący taniec erotyczny. Z perspektywy samczej, zabawa w striptiz jest dość prosta. Siedzą kolesie uśmiechnięci i wkładają banknoty pannom za podwiązki. Rozgrzani to oni raczej nie są, aczkolwiek są takie kluby, gdzie pani tańcząca nie tylko tańczy. W każdym razie pisków tu nie będzie. Podczas pokazu męskiego za to, kobiety pokazują swoją odmienną naturę. Nie znajdziesz tutaj Zosi, myślącej o przytulaniu i romantycznym spacerze przy księżycu. Tutaj estrogen z testosteronem nie zaczyna buzować. Zaczyna się gotować. Co ciekawsze, dla mężczyzny z boku patrzącego dość nieciekawie to wygląda. Możnaby pomyśleć że taki gość, co to przez przypadek na takim pokazie się znajdzie wykazuje zazdrość. Z własnego doświadczenia, wyniesionego z ostatnich 2 tygodni śmiem twierdzić, że nie ma to nic wspólnego z zazdrością. Zniesmaczony za to jestem poniekąd. Co to za doświadczenie? Produkuję klip muzyczny o powstawaniu kalendarza dla pań, w których to sesjach, udział biorą modele. Do tej pory nie widziałem aby jakakolwiek dziewczyna w taki sposób reagowała. Zwyczajnie tracą głowy i zachowują się tak, jakby lewa półkula przestała pracować zupełnie. Język wypowiedzi jest inny, oczy się powiększają, a mięśnie wiotczeją. Wygląda to tak nienaturalnie, jakby te statystyczne 30% kobiet, twierdzących, że się nie masturbuje, przyłapać na gorącym uczynku. W takich sytuacjach dopiero zauważam, te seksualne spektrum seksualności kobiety. Tej silnej seksualności. W takich chwilach, ciężko przychodzi na myśl fakt, że kobiety wolą ciemno. Jeśli dbasz o siebie, to światła nie gaś. Może nie idzie o to by jarzeniówka ukazywała całą Twą fizys, ale żeby każdy mięśniowy światłocień był możliwy do zobaczenia.

Im więcej lektur, dotyczących sfery w relacjach kobiet i mężczyzn, sobie przypominam, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że nie zwraca się takiej uwagi na tę część hormonalną kobiety, która wyzwala się erupcją superwulkanu nie do powstrzymania. Koniecznie muszę znaleźć jakąś dysertację naukową, dotyczącą zachowań kobiet przy tańcu erotycznym. Na pewno się taka znajdzie na którymś z uniwersytetów. Nie mam pewności, czy wtedy odzywa się w kobietach popęd płciowy, bo wygląda to bardzo inaczej. Przez moment spotykałem się z pewną nimfomanką i dziś zastanawiałem się, czy kobiety podkręcone takimi akcjami jak ta dziś zachowywałyby się w sposób podobny. Te, które nazywamy gruppies, 'wykorzystane' przez artystę-muzyka nie mają siły czegokolwiek zrobić, ale być może całkiem inaczej jest gdy mężczyzna chwali się li tylko i wyłącznie swoim własnym ciałem. Dziwne i to przebardzo. Dzisiejszy wpis jest na zasadzie luźnej notatki, bym nie zapomniał się zainteresować czymś, co mnie zaskoczyło nie lada. Postaram się znaleźć jakieś badania i podzielić się tym, co odkryto. Póki co, wiem już co będzie tematem następnego posta. Muzyka w odniesieniu do seksualności. Będzie ciekawie :)

18 listopada 2009

10


Czasem zastanawiam się jak to jest z celami. Pomijając genetykę, która pokazuje nam te cele, pozostaje kwestia świadomości bytu oraz światełka w tunelu. Wczoraj miałem tak odjechany sen, że pozazdrościłem wierzącym - niezależnie czy mówimy tu o chrześcijańskich molochach czy o szamańskich niszach. Dziś nie będzie prób analiz, a czyste wynurzenie ludzkie.

Jakiś czas temu oczywiście przeczytałem o kobietach z Wenus i mężczyznach z Marsa i zdecydowanie od-ra-dzam - chyba że Twoim przewodnikiem jest Cosmo i jemu podobne. Gdyby przyjąć założenia książki jako przyswajalną wiedzę, należałoby chyba posiąść 10 na skali tolerancji i 12 w stosunku do cierpliwości (oczywiście mowa o skali 10-cio stopniowej). Dodatkowo przyniszczymy nieco własne ego, a ręce złożymy w krzyż. Jako humanista wierzę w człowieka, który jest samoistnym i oryginalnym bytem.
Rządzi nami płeć i tu należy powiedzieć, że wszystkie kobiety są takie same, tak jak i mężczyźni są tak samo prości. Różni się człowiek, gdzie Imperatyw Kategoryczny* Kanta, zda tak samo egzamin jak teorie Johna Granta ze wspomnianego poradnika. Potrafię się czasem mocno zdenerwować na brak wyobraźni człowieka na tyle, by nie mieć ochoty wdawać się z takim w jakiekolwiek dyskusje, ale z drugiej strony osobę taką jako człowieka oceniam tak samo - szanuję i lubię (pewnie tylko dlatego, że osób, które nie są przeze mnie lubiane po prostu nie dopuszczam do siebie z góry. Z braku dłuższych celów pozostaje mi li tylko wiara w to, że uczyć się ludzi mogę i to jest frajda niezła, ale metafizykę traktuję tak ja Aldous Houxley LSD w Drzwiach Percepcji. Stąd wymyśliłem sobie przygodowy scenariusz 2013, z którym przywitam się jak zwykli witać się Francuzi. Jeśli rolą mężczyzny jako organizmu jest pozostawianie nasienia gdzie tylko popadnie, tak ja - w opozycji dla socjologicznego dogmatu nakazującego rodzinę, zrobię całkiem inaczej i 'zmarnuję' siebie tylko dla siebie z wiarą Horacego, że zdołam pozostawić choć znak wodny. Jeśli nie masz wiary to na czym się oprzesz?

* Postępuj wedle takich tylko zasad, co do których możesz jednocześnie chcieć, żeby stały się prawem powszechnym.

-

Bez bibliografii - masz do dyspozycji cały internet dziś by zagadki rozwiązywać.