5 sierpnia 2009

2



Dojrzałość psychoseksualna a przyjaźń między płciami.

Jako że ostatnio sporo mnie to zastanawia podejmę rękawicę tematu, który od wieków jest przerabiany. Można się przyjaźnić i czy aby to na pewno jest przyjaźń. Zacznijmy od słownika PWN:

1. «osoba pozostająca z kimś w bliskich, serdecznych stosunkach»
2. «osoba okazująca komuś lub czemuś swoją sympatię, sprzyjająca czemuś»
3. euf. «kochanek»

Tyle desygnat. Osobiście wychowałem się na takich przyjaźniach - gdy jako dorastający dzieciak biegający z gitarą, zdecydowanie denerwowałem się problemem, że koledzy, choć głupsi wiadomo, opowiadają o swoich laskach, niuniach dupach, świniach, a niektórzy o księżniczkach (zależy kto mówił), a ja wiadomo nic i choć i tak wolałem gitarę, to młody chłopiec czuje presję. Mając w wieku 16 lat niecałe metr sześćdziesiąt wzrostu/ brak zarostu, jedyną metodą było robienie wrażenia poprzez współodczuwanie, czyli to co kobiety uwielbiają, a mi przychodzi naturalnie po matczynym wychowaniu. I po kilku próbach się zaprzyjaźniłem z jedną taką, co to Tiamat lubiła i Turbo i w ogóle często wyglądem mogła na piechotę na castle party się wybrać. Tylko że... Ona miała plan i w gruncie rzeczy jej nie tylko przyjaźń w główce, więc mała Gosia z przyjaciółki stała się miłością. Wszystkie punkty słownika osiągnięte, ale nie o czymś takim mówimy. Takie sytuacje zdarzają się nader często przy młodym życia stażu. Według własnych spostrzeżeń, tego typy zachowań mogą się dziać do ćwierćwiecza jednostki przyjacielskiej, choć wyjątków pewnie sporo. Jakkolwiek nie ugryźć, potem jest dużo ciężej. Co mówi mój ulubiony Lew-Starowicz o dojrzałym psychoseksualnie człowieku?

"Dojrzałość psychoseksualna, jako jeden z elementów dojrzałości, osobowości, zawiera w sobie kilka cech:
Zdolność do nawiązywania trwałych więzi uczuciowych z osobami odmiennej płci,
wspólnoty psychicznej, przyjaźni, współpracy.
Samoświadomość płci, seksu oraz zbudowanie swej męskości/kobiecości."

Wszystko ok. gdyby nie to, że profesor w "Seksie partnerskim" wspomina tu o budowaniu relacji, mimo wszystko płciowej i choć zgadzam się co do możliwości wynikających z dojrzałego istnienia, to nam przecież nie o to w dywagacjach. Idziemy dalej - tym razem biologia.

Gen znów za słownikiem:

«odcinek DNA będący jednostką dziedziczenia, decydujący o przekazywaniu poszczególnych cech organizmu zwierzęcego i roślinnego»

A gen jak to mawia Richard Dawkins jest samolubny. Chce przetrwać za wszelką cenę. W przypadku człowieka/ zwierzęcia mówimy o akcie fizycznym. Genotypy nas mobilizują do działania - na pewno nie do przyjaźni w przypadku kobiet i mężczyzn. Pierwszy kozak z brzegu rzuci hasłem ganów altruistycznych czy też krewniaczych, ale to nie to. Dlaczego? Cytując źródło internetowe:

"Wymogiem altruizmu krewniaczego jest dysponowanie przez osobniki wrodzonymi (przekazywanymi genetycznie) mechanizmami rozpoznawania pokrewieństwa - aktywującymi zachowania altruistyczne. Hamilton zaproponował kilka takich wrodzonych mechenizmów mających służyć altruizmowi krewniaczemu:

* Mechanizm bliskości - czyli wrodzona skłonności do zachowań altruistycznych aktywowaną przez bliskość „Jeśli jest blisko, pomóż mu”,. Tak więc zakładając że„blisko” oznacza krewnego mechanizm bliskości pozwala na realizację altruizmu krewniaczego. Mechanizm powyższy może występować u zwierząt zarówno na poziomie stada jak i grupy rodzinnej.

* Mechanizm znajomości - czyli wrodzona skłonność do zachowań altruistycznych aktywowaną zgodną z zasadą: „Jeśli go znasz, pomóż mu” (w tym wypadku „znany” oznacza krewnego). Działa on albo dzięki wdrukowaniu (imprinting) - zjawisku po raz pierwszy zaobserwowanemu przez Konrada Lorenza, albo też dzięki wpływowi bardziej złożonych interakcji społecznych (szczególnie w okresie dzieciństwa - wspólnego wychowywanie się).

* Mechanizm podobieństwa (dopasowania fenotypów) - czyli wrodzona skłonności do zachowań altruistycznych aktywowaną przez podobieństwo na zasadzie: „Jeśli jest podobny, pomóż mu” („podobny” oznacza krewnego)"

Ale z tego możemy wnioskować, tylko wrodzone chęci do pomagania bezwarunkowego, zarówno w rodzinie jak i gromadzie. Gdzie jest gen przyjaźni międzypłciowej? Chyba u gejów.

Przechodzimy więc do socjologii, koncentrując się znowu na szczególe, czyli na memie.
Tym razem wiki:

Mem (od gr. mimesis – naśladownictwo). W memetyce to nazwa jednostki ewolucji kulturowej, analogicznej do genu będącego jednostką ewolucji biologicznej.

* Mem jest jednostką informacji kulturowej zapisanej w mózgu. Jego oddziaływanie jest widoczne dzięki obserwacji efektów socjotypowych.
* Mem jest jednostką informacji zapisanej w mózgu lub na innym nośniku – w książce, na płycie CD, na ulotce reklamowej itd. W tym przypadku pojęcie memu i socjotypu się zlewają.
* Mem jest autonomiczną strukturą neuronalną w mózgu, będącą nośnikiem informacji kulturowej.

Cóż takiego w kulturze mogłoby sprawić byśmy chcieli takiej przyjaźni? Jakie uwarunkowania społeczne mogą przysłużyć się byśmy zdecydowanie chcieli przyjaźni? Oszustwo które na wiele sposobów wytłumaczy "W imię róży". Taka odpowiedź to i być może demagogia, ale prócz władzy, seksu i pieniędzy, tylko relacja mistrz-uczeń mogłaby doprowadzić do pewnego rodzaju przyjaźni opartej na opiece. Ale to nas nie i interesuje, prawda?

Pozostają emocje. Szacunek, mądrość, zaufanie, empatia, rodzaj miłości wreszcie, na której się skupimy.

Wśród wszystkich rodzajów tego uczucia zajmiemy się dwoma: Agape i Philla.

Pierwsza wynika z religii i miłości do Boga. Jak podaje wikipedia "wcześni chrześcijanie uważali, że wobec siebie także powinni okazywać ten rodzaj miłości, dlatego pisarze wczesnochrześcijańscy podkreślali odmienność agape jako miłości braterskiej i siostrzanej od miłości seksualnej"

Już witamy się z gąską? Dupa - nazywanie kogoś bratem, siostrą, wspólne dbanie o siebie i troska - należą do społeczności, nie intymnej relacji opartej na związku przyjaźni.

Philla to tymczasem "miłość platoniczna, wolna od seksu i zmysłowości, przyjacielska, bezinteresowna, lojalna i wierna. Platon w "Uczcie" opisuje historię opowiadaną przez Arystofanesa o bardzo silnej istocie ludzkiej o dwu twarzach, czterech rękach, czterech nogach, plecach i piersiach naokoło, zagrażającej bogom. Zeus znalazł sposób, by, nie zabijając ludzi (jak chcieli inni bogowie), osłabić ich przez przecięcie każdego na dwie połowy. Od tej pory każdy szuka drugiej połowy, a gdy ją znajdzie, druga osoba, choć obca, staje się nagle bliska."

Szukajcie a znajdziecie? Nie zgadzam się. Desygnat ładny, ale ta lojalność w międzypłciowej przyjaźni to coś nie bardzo. Bo kto się tak naprawdę przyjaźni? Najczęściej platonika ma miejsce wśród singli lub osób, które w związkach własnych nie odnajdują się, a więc mamy aberrację - odstępstwo od normy, a my chcemy być normalni i przyjaźń ma trwać.

Słaby argument? Idźmy tropem doświadczeń. Mam przyjaciółkę. Osobę dla której podskakiwałem dla dwa razy większych, przyjeżdżałem ratować od szerszeni w łazience, pomagałem w organizowaniu uśmiechu... Ale wynikało to z tego, że wcześniej tworzyliśmy coś więcej, długo ze sobą mieszkaliśmy potem i wielką cierpliwością obdarzaliśmy swoje wybryki. Wszystko w porządku, gdyby nie to, że dla mnie jest siostrą, której nigdy ja nie pozwolę i ona sobie nie pozwoli na przekraczanie granicy intymności w postaci typowej emocjonalności kobiecej, a i ja z problemem do niej nie zadzwonię. Dlaczego? Bo nie chcę. Ona jest tam i w kluczowych momentach pojawimy się w jednym miejscu, choć nie potrzebuję jej tak, jak potrzebuje się przyjaciela. Platonicznie kocham, ale jako przyjaźń, zdobyta zbyt patologicznie by powtórzyć.

Dlaczego się chcę przyjaźnić w takim razie i z uporem maniaka sam dokonuje zabijania myśli w stosunku do kogoś? Bo nie ma lepszej nauki dla poznawania płci. Bo żadna sympatia nie pokaże Tobie tego, na co zwróci uwagę przyjaciółka. Bo możesz pozwolić sobie na zdecydowany opieprz takiej, gdy zachowuje się tak jak się zachowuje i nie będziesz miał z tego tytułu wojny domowej, a i ona Cię nie urazi gdy zadba o twoje samopoczucie psychiczne, troglodyto. I co ważniejsze a wcześniej przeze mnie pomijane. Czasem chłopcy lubią uzewnętrznić się tak, jak nie mogą tego zrobić nawet przyjacielowi. Wynika to z prostej przyczyny polegającej na społecznych uwarunkowaniach miejsca, jakie zajmuje mężczyzna i tego jakie są wobec niego oczekiwania. A wielu z tych, niby gruboskórnych ma ochotę powiedzieć takie słowa, których spokojnie używają w rozmowach zarówno dziewczęta jak i Ci geje, o których to niebezpiecznie po raz wtóry przypominam (tym samym ta druga część zdania ukazuje właśnie ten męski punkt widzenia). Tego się nie przekazuje z pokolenia na pokolenie bo który ojciec, brat, kuzyn, kolega namówi Cię do przyjaźni z dziewczęciem? Chyba tylko właśnie ten gej.

Dojrzała przyjaźń teoretycznie może się udać. Logicznie na krótko. W praktyce może zdarzyć się wszystko. Z własnego doświadczenia wiem, że jest to trudniejsze od czegokolwiek, bo ta przyjaźń jest wymagająca. Trzeba jej chcieć i ją okazywać, umiejętnie żądać od kobiety zachowań, których ona nie rozumie i vice versa. Ale gdy zrozumie to będziesz szczęściarzem. Choćby na krótko. Dlatego mimo braku jakiejkolwiek przesłanki, która by mnie logicznie przekonywała o istnieniu czegoś co się zdarzyć nie może, chcę.

W artykule pomogali: Lew Starowicz z "seksem partnerskim", Richard Dawkins z "samolubnym genem" mitologia grecka, mity hinduskie, słownik PWN i poczciwa wikipedia. Radość mi sprawisz gdy obalisz me teorie.

ps. Jest duże prawdopodobieństwo, że artykuł z biegiem czasu będzie modyfikowany. Pisany tchem jednym może zawierać błędy, przeinaczenia i bzdury z którymi już jutro się nie zgodzę. Teoria Chaosu/ Instrukcja Kali Jugi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz